Prawie tydzień temu boeing 737 linii Adam Air ze 102 osobami na pokładzie leciał z Surabaya na Jawie do Manado na wyspie Celebes. W czasie lotu wysłał sygnał SOS, który odebrały inne samoloty i satelity. Potem maszyna zniknęła z radarów. Od tego czasu trwają poszukiwania.

Reklama

Ale wszystko idzie jak po grudzie. Najpierw Indonezyjczycy podali, że samolot rozbił się w górach Celebesu, niedaleko Makasaru. Miało przeżyć 12 osób. Potem okazało się, że się pomylili. 12 osób uratowano, ale z innej katastrofy - kilka dni wcześniej przewrócił się indonezyjski prom. Te 12 osób odnaleziono na platformie wiertniczej.

Od ponad tygodnia nie wiadomo właściwie nic o zaginionym samolocie. Urzędnicy podali jedynie, że z powodu bardzo silnych opadów deszczu oraz silnego wiatru, zanim maszyna zniknęła z radarów, pilot dwukrotnie zmienił kurs lotu.

Przeszukano już dżunglę w południowej części Celebesu. Niczego nie znaleziono. Teraz ratownicy szukają także w pobliżu Bali, bo prądy morskie właśnie tam mogły zanieść szczątki maszyny albo ciała zabitych. A do zespołu dołączyli Amerykanie - na pokładzie samolotu były trzy osoby obywatelstwa USA.

Nie wiadomo, dlaczego lokalizator w samolocie nie nadaje sygnałów - te pomogłyby go znaleźć. Pozostaje tylko liczyć, że na szczątki natrafią ratownicy.

Indonezyjczycy nadal nie wiedzą, co mogło spowodować katastrofę. Adam Air jest jedną z 30 tanich linii lotniczych, które działają w Indonezji.