Harald Harzmann pluje sobie teraz w brodę i nie wie, kogo obwiniać za tę gigantyczną stratę. Siebie, ochroniarza, a może... psa? Przewoził samochodem walizkę wypchaną kosztownościami z Düsserdorfu w Niemczech do Tyrolu w Austrii. Pech chciał, że psu, który miał wraz ze strażnikiem pilnować kosztowności, zachciało się siusiu.
Jubiler zatrzymał samochód, a strażnik odszedł wraz ze swym pupilem w jakieś ustronne miejsce. Za nimi poszedł też lekkomyślny jubiler. Na to tylko czyhali złodzieje. W ciągu kilku sekund uciekli z walizką.
Harald Harzmann stracił prawie 2 miliony dolarów. Policja bezradnie rozkłada ręce i głowi się nad tym, kto rzeczywiście zawinił. Słabo przykładający się do swoich obowiązków pies ochronny czy naiwny jubiler wraz ze strażnikiem?