Dzisiaj rano tornada zabiły na Florydzie co najmniej 14 osób. Żywioł dosłownie zmielił to, co stanęło na jego drodze: domy, budynki firm, kościoły. Okolica wygląda jak po wojnie - pozostały tylko ruiny i połamane resztki mebli i domów.
Tornada przeszły przez środkową część stanu. Najbardziej ucierpiało miasto Lady Lake i jego okolice. Jeśli wiatr nie mógł zniszczyć domu, w całości wyrywał go z fundamentów i przesuwał. W niektórych miejscach niewiele świadczy o tym, że stał tam kiedyś dom.
W sąsiednich hrabstwach wiatr połamał drzewa, pozrywał linie energetyczne, na autostradzie poprzewracał przyczepy, traktory, a nawet całe ciężarówki.
Mieszkańcy twierdzą, że tornada nadeszły znienacka, nie było syren ostrzegawczych. Ale Narodowy Serwis Pogodowy ostrzegał przed tragedią, tyle że alarm nadszedł w środku nocy, więc nie wszyscy go słyszeli. A tornado pędziło z ogromną szybkością - mało kto zdążył zbiec do schronu.
Floryda nadal jest zagrożona kolejnymi atakami tornad.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|