Walka z pięciometrową bestią trwała pół godziny. 66-letni Brazylijczyk zdołał wyrwać swego ośmioletniego wnuka ze śmiertelnego uścisku anakondy. Ważący 35 kilogramów wąż chciał połknąć chłopca na śniadanie.
Jak donosi gazeta Bom Dia, podduszony Matheus Pereira de Araujo przyjechał do dziadka na wakacje, do Cosmoramy, 500 km na południe od Sao Paulo. Wąż zaatakował go gdy
bawił się z kolegami w lesie, koło domu. "Rzucił się na mnie tak szybko, że nie zdążyłem nic zrobić. Mój dziadek to prawdziwy bohater" - opowiadał chłopiec z
przejęciem. Starszy pan wracał właśnie do domu gdy usłyszał krzyki wnuka i jego kuzyna Flavio.
Gdy doskoczył do węża, też znalazł się w jego uścisku. "Próbowałem jakoś nas wyrwać, ale tylko ja się wyswobodziłem" - mówi. Rzucał w anakondę kamieniami i próbował zabić ją maczetą. "Uderzałem naprawdę mocno, ale ostrze nie zostawiało na skórze węża żadnych śladów. zupełnie jakbym ciął twardą oponę" - dodaje. W końcu zabił zwierzę i uwolnił wnuka. Lekarze musieli założyć mu na klatce piersiowej kilkanaście szwów.
Gdy doskoczył do węża, też znalazł się w jego uścisku. "Próbowałem jakoś nas wyrwać, ale tylko ja się wyswobodziłem" - mówi. Rzucał w anakondę kamieniami i próbował zabić ją maczetą. "Uderzałem naprawdę mocno, ale ostrze nie zostawiało na skórze węża żadnych śladów. zupełnie jakbym ciął twardą oponę" - dodaje. W końcu zabił zwierzę i uwolnił wnuka. Lekarze musieli założyć mu na klatce piersiowej kilkanaście szwów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|