Twórcy pomnika mówią, że podstawowym budulcem, z którego korzystali, jest światło. Promienie słoneczne odbijają się od 15 tysięcy szklanych cegiełek, z których zbudowana jest wieża i wpadają do pustej niebieskiej jamy poniżej. Można do niej wejść i z dołu podziwiać wnętrze pomnika oraz przeczytać setki kondolencji.

Uroczystość odsłonięcia pomnika odbyłą się w niemal całkowitej ciszy. Zrezygnowano z przemówień. W jej trakcie wiolonczelista odegrał tylko jeden utwór.

11 marca 2004 roku nikt, kto wsiadał do madryckiego pociągu podmiejskiego, nie przypuszczał, że będzie to jeden z najtragiczniejszych dni w historii tego kraju i całej Europy. Rano, gdy na stacjach były tłumy ludzi, zaczęły wybuchać bomby. W sumie w pociągach eksplodowało 10 ładunków. Zginęło 191 osób, w tym czworo Polaków.

Bomby odpalono za pomocą telefonów komórkowych. Kolejne eksplozje pozostawionych w czterech pociągach i na stacjach plecaków to kolejni zabici i ranni. W sumie do szpitali trafiło 1824 osób. Byli wśród nich ci, którzy pociągami podmiejskimi dojeżdżali do pracy. Nikt nie zauważył podejrzanych pakunków, nie udało się zapobiec tragedii.

Nim opadł kurz, Hiszpanie zaczęli szukać winnych. Wszystkim jako pierwsza nasunęła się organizacja baskijskich separatystów ETA, która od kilkudziesięciu lat nękała kraj zamachami. Jednak w miarę upływu czasu przybywało dowodów, że za atakiem stoją radykalni islamiści powiązani z Al-Kaidą.

W lutym tego roku, po bardzo dokładnym śledztwie, ruszył proces oskarżonych o zorganizowanie zamachów. Na ławie oskarżonych zasiadło 29 osób. Siedmiu z nich grozi nawet 38 656 lat więzienia. Aż tyle, bo prokuratura dodała wyroki, na jakie można skazać za morderstwo każdej ze 191 ofiar i usiłowanie zabójstwa wszystkich rannych. Do tego grozi im kara 12 lat za członkostwo w organizacji terrorystycznej i jeszcze po blisko 80 lat za wysadzenie w powietrze pociągów. Jednak nawet, gdyby taka kara zapadła, terroryści poszliby do więzienia najwyżej na 40 lat - taki maksymalnie długi wyrok przewiduje prawo w Hiszpanii.