Okazuje się, że wielka Rosja jest dla Rosjan za mała, by móc obserwować wszystkie nadlatujące nad jej terytorium pociski. Dlatego "wojskowe siły kosmiczne" - we współpracy z Ministerstwem Spraw Zagranicznych - już planują, gdzie umieścić stacje radarowe, które będą wspomagać system.
"To pozwoli nam obserwować rakiety już w pierwszym stadium lotu i dokładnie wyznaczać zadania dla antyrakiet w razie niebezpieczeństwa" - tłumaczył dowodzący wojskami kosmicznymi gen. Władimir Popowkin w wywiadzie dla pisma "Nowości kosmonautyki". Wyjaśniał, że nie będzie to dla zagranicznych ambasad żaden kłopot. Radarów w zasadzie nie trzeba obsługiwać, a sprzęt nie zajmuje więcej niż pół pokoju.
Ale gen. Popowkin przyznał też, że nie wszystko idzie po myśli Moskwy. Bo kraje, skąd mają być obserwowane pociski lecące w stronę Rosji, wykorzystują sytuację i stawiają Rosjanom warunki w zamian za zgodę na umieszczenie u nich radarów.