"Miałam 18 lat, gdy opuściłam Koreę, sprzedano mnie rolnikowi w Chinach, który mnie gwałcił, byłam zmuszana do seksu za pieniądze. Dopiero po czterech latach udało mi się uciec z Chin do Tajlandii" - opowiada Sun Min, mieszkanka tajnego ośrodka dla koreańskich uchodźców.
Imię jest wymyślone, bo boi się zemsty władz na jej rodzinie. Opowiada bowiem o Korei tak straszne rzeczy, że aż trudno w nie uwierzyć. Mówi o głodzie, który zmusza ludzi do zjadania zwłok. "Nie zrozumiecie, bo nigdy czegoś podobnego nie widzieliście" - dodaje.
Trasa ucieczki jest zwykle podobna. Wiedzie przez rozdzielającą Chiny od Korei rzekę Yalu. Później wzdłuż rzeki Mekong aż do Tajlandii. Kto wpadnie na terytorium Chin, jest natychmiast odsyłany na Północ, a tam kończy życie w obozach pracy.
W sekretnym miejscu, gdzieś w Tajlandii, uciekinierzy z Korei Północnej dziękują Bogu, że udało się im zbiec. Twarze ukryte przed obiektywem - nie chcą narażać rodzin, które zostały w Korei. CNN kilka miesięcy negocjowało, by uzyskać zgodę na nakręcenie tego materiału.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Reklama
Reklama
Reklama