Dziennik Gazeta Prawana logo

Amerykańscy studenci: Krew na rękach władz uczelni

13 października 2007, 14:19
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Amerykańscy studenci, którzy przeżyli strzelaninę na uniwersytecie w Wirginii, oskarżają władze, że te nie ostrzegły o polującym na ludzi uzbrojonym psychopacie. Gdyby na czas zareagowały, być może kule nie dosięgłyby aż tylu ludzi. "Władze uniwersytetu mają krew na rękach" - mówią studenci.

Z ostrzeżeniem o niebezpieczeństwie władze czekały ponad dwie godziny. Od 7.15 do 9.26 nikt z dyrekcji nie zawiadomił studentów o polującym na ludzi szaleńcu. Gdy władze zdecydowały się wreszcie ostrzec studentów, wybrały dość nietypową jak na taką sytuację drogę - internet. W mailach napisały, by wszyscy "zachowali szczególną ostrożność i zgłaszali wszystkie podejrzane zachowania".

Nie było żadnych informacji przez radiowęzeł, nikt z władz nie mówił, co się dzieje. Dlatego zdezorientowani studenci, zamiast uciekać z uczelni, zostali w budynku, w którym krążył morderca. Teraz oskarżają władze uniwersytetu, że to przez ich opieszałość zginęło tyle niewinnych osób.

Policja i prokuratura na razie nie chcą komentować zachowania uczelni. Twierdzą, że jest jeszcze za wcześnie, by stawiać jakiekolwiek zarzuty.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj