Ciemny i gęsty dym bezustannie wydobywa się z 2 tys. chińskich elektrowni węglowych. Żadne inne państwo nie spala tak dużo węgla. Jest tani i łatwo dostępny.

O dramatycznych skutkach zmian klimatycznych mówią nie tylko zachodni ekolodzy. Sami naukowcy z Chin - świadomi zagrożeń, jakie czekają ich kraj - proszą władze o rozsądek. Groźby powodzi, długotrwałych susz i słabych zbiorów wydają się jednak nie robić na chińskiej władzy większego wrażenia.

"Najpierw niech kraje rozwinięte same zaczną zachowywać się odpowiedzialnie. Wtedy Chiny i inne państwa rozwijające się będą mogły podjąć odpowiednie kroki" - mówi Liu Jianchao, rzecznik chińskiego MSZ. Teraz dla rządu liczą się gospodarka, miejsca pracy i stabilna sytuacja społeczna.

Eksperci od nauk politycznych są pewni, że szybko się to nie zmieni. "W pojedynku ekologia - gospodarka, wygra zawsze ta druga" - tłumaczy Russel Moses, politolog i profesor kilku chińskich uniwersytetów.