Z prezentu, jaki zrobił obywatelom Słowacji portal, postanowili od razu skorzystać dziennikarze dziennika "Sme". I okazało się, że dotarcie do niektórych z ministrów nie jest już takie proste. Część z nich sprezentowała bowiem komórki swoim bliskim i znajomym. Telefon ministra spraw wewnętrznych odebrała jego przyjaciółka, a telefon ministra budownictwa miał przy sobie jego syn.
Dużo lepiej dziennikarzom poszło z pracownikami wywiadu i kontrwywiadu - Słowackiej Służby Informacyjnej. Większość z nich odbierała telefon, ale tylko jeden przyznał się do bycia agentem. Reszta zbywała dziennikarzy.
Co na to wszystko szefostwo słowackich służb? Nie widzą żadnego problemu. "To nie były numery tajnych agentów, którzy są np. dyplomatami czy dziennikarzami" - mówi rzecznik służb Karol Sorby.
Nie zmienia to jednak faktu, że ujawnione numery były zastrzeżone. A skoro słowackie służby nie potrafią zachować nawet takich tajemnic, to chyba jednak problem mają.