Tadeusz Broniak i Marcin Rapacz przyjechali do Anglii za pracą. Nie spodziewali się, że zostaną tak potraktowani. Na początku listopada zeszłego roku poszli po pracy do pubu w centrum miasteczka King’s Lynn w zachodniej Anglii. Kiedy wyszli odetchnąć świeżym powietrzem, zobaczyli ich miejscowi. Jeden z Polaków chciał się z nimi przywitać i wyciągnął rękę. Wtedy dostał cios w głowę. Potem posypały się kopniaki. Polacy zostali skatowani. Bo byli "obcy".

Szczęście w nieszczęściu, że atak nagrały kamery przemysłowe. Dyżurny policjant zareagował natychmiast. Już po minucie pojawiła się karetka. Potem policja szybko wyłapała pijanych bandytów. Nagranie wygląda strasznie, ale Polacy szybko doszli do siebie.

Policja była przekonana, że taka agresja i bezmyślny bandytyzm zostaną surowo ukarane. Ale sąd się na to nie odważył. Sędzia mówił co prawda o skazanych w bardzo mocnych słowach. Nazywał ich tchórzliwymi, nieludzkimi i okrutnymi. Ale wymierzył im zaskakująco łagodną karę - rok w zawieszeniu na dwa lata. Mężczyźni w wieku od 19 do 25 lat wyszli z sądu bardzo zadowoleni. Nawet nie ukrywali śmiechu.

To oburzyło policję. "Zachowywali się jak drapieżniki, które rzuciły się na ofiarę. Nie mogę oglądać tego nagrania, bo przewraca mi się w żołądku" - mówił jeden z policjantów. Inny pytał: "Jakie przesłanie płynie do brutalnych chuliganów. Że mogą bezkarnie katować ludzi na ulicach?". Policjanci byli załamani. Nie po to przecież uwalniają ulice od takich bandytów, by sąd wypuszczał ich na wolność.