19-letni Niemiec Matias Rust usiadł za sterami sportowego samolotu w Helsinkach. Miał jeden cel. Wylądować w centrum Moskwy. Po co? Jak później mówił, po to, by połączyć dwa światy - Zachodu i Wschodu. I dokonał rzeczy - wydawało się wtedy - kompletnie niemożliwej.
Rust nadleciał od strony rzeki Moskwy. Zamierzał wylądować na Placu Czerwonym, ale akurat było na nim zbyt dużo turystów. Zatoczył więc dodatkowe kółko i posadził samolot przy cerkwi Wasyla Błogosławionego, w samym sercu stolicy ZSRR.
19-latek przeleciał radziecką granicę tuż nad ziemią, unikając wykrycia przez radary. Zrzucił też z samolotu kanistry z benzyną symulując katastrofę. Nad terytorium ZSRR najpierw zauważono go w okolicach Leningradu.
Później jeszcze kilka razy rejestrowały jego przelot radary obrony powietrznej. Ale po zestrzeleniu pasażerskiego boeinga radzieccy wojskowi bali się interweniować i czekali na decyzję "z góry". Tymczasem na najwyższych wojskowych szczeblach panował kompletny chaos.
Wyczyn Rusta nie miał w tamtych latach precedensu. Nastolatek udowodnił, że ZSRR to tak naprawdę wojskowy kolos na glinianych nogach. Po tym skandalu poleciały głowy kilku najważniejszych radzieckich generałów. Mieszkańcy Moskwy nazwali później miejsce lądowania Rusta - Szeremietiewo 3 - od nazwy moskiewskiego portu lotniczego.