Jamie Oliver to prawdziwa brytyjska sława - zna go prawie każdy Brytyjczyk. I już dawno przestał być zwykłym szefem kuchni, który zachwala swoje kulinarne pomysły.

Okazuje się jednak, że ta sława zwróciła na niego uwagę kornwalijskich ekstremistów. Ich gniew bynajmniej nie wiąże się z kuchnią. Oliver nie niszczy kornijskiej kuchni, o ile takowa w ogóle istnieje. Po prostu założył na południowym zachodzie Anglii restauracje. A kornwalijscy nacjonaliści generalnie są przeciwko przybyszom, czyli angielskim imperialistom. Bo wykupują domy i podnoszą ceny nieruchomości.

Jamie Oliverowi i innemu mistrzowi patelni - Rickowi Steinowi - grozi Kornijska Narodowa Armia Wyzwolenia (CNLA). Organizacja jest znana z ataku na sąd w latach 80-tych. W oświadczeniu przesłanym jednej z lokalnych gazet ekstremiści przywołali akcję bojownika Armii Wolnej Walii. Podpalił on szereg domków letniskowych Anglików, których "twarze ogorzały od płomieni". Ekstremiści zagrozili podobną akcją w Kornwalii. Powagi groźbom dodaje fakt, że e-maila do redakcji wysłano z arabskiego portalu.

Zasmuceni groźbami są pracownicy Fifteen - restauracji Olivera, którą otworzył w Newquay. "Jesteśmy kornijscy w każdym calu, zatrudniamy mieszkańców Kornwalii, korzystamy z tutejszych produktów" - mówi rzeczniczka restauracji.





Oliver twierdzi, że założył tę sieć restauracji nie dla zysku, ale by pomagać młodym ludziom, którzy nie mają szansy na pracę gdzie indziej. Kornijskich ekstremistów w ogóle to nie interesuje.