Moskwa od dawna zapowiadała, że Ługowoja nie wyda, bo nie ma zwyczaju wydawać swoich obywateli innym państwom. Londyn czekał jednak na oficjalną odpowiedź. Brytyjczycy przesłali wniosek o ekstradycję byłego funkcjonariusza rosyjskich służb specjalnych, a obecnie biznesmena, pod koniec maja. Po wnikliwym i długotrwałym śledztwie brytyjska policja uznała, że to on w listopadzie zeszłego roku podał Litwinience śmiertelną dawkę radioaktywnego polonu.
Aleksander Litwinienko - były agent KGB i FSB - był zagorzałym krytykiem Władimira Putina. Oskarżał go, że prezydent zlecił rosyjskim służbom wysadzenie w Moskwie budynku mieszkalnego. To tragiczne wydarzenie było pretekstem do rozpętania wojny w Czeczenii. Litwinienko prowadził dochodzenie w sprawie zabójstwa rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej. W pożegnalnym liście skierowanym do przyjaciela napisał, że to Putin kazał go otruć.
Andriej Ługowoj twierdzi, że oskarżenie i wniosek o ekstradycję to zemsta brytyjskich służb specjalnych za to, że nie chciał podjąć z nimi współpracy przy szukaniu materiałów kompromitujących Putina i jego rodzinę. Zaś wicepremier Siergiej Ławrow zarzucił Londynowi wykorzystywanie sprawy morderstwa Litwinienki do celów politycznych.