Wojskowy pilot bezpiecznie posadził dwuśmigłowy samolot, lecąc wyłącznie na jednym silniku i z uszkodzonym podwoziem. Dodatkowo na pokładzie turbośmigłowego Grumman G-159 przewoził pracowników bazy marynarki wojennej położonej u wybrzeży Kalifornii. Lądowanie było jednak perfekcyjne i nikt nie ucierpiał.
Wypożyczony wojsku samolot linii Phoenix Air, w połowie drogi z bazy na wyspie San Nicolas do lotniska w Point Mugu, stracił jeden z silników. Pilot, choć miał już tylko jeden napęd,
zdecydował się latać wokół lotniska przez godzinę, by spalić nadmiar paliwa. Gdy w końcu zdecydował się na podejście do lądowania... wysiadła elektryka i częściowo zablokowało się
podwozie.
Jednak udało mu się bezpiecznie wylądować. Posadzona na brzuchu maszyna oparła się na lewym skrzydle i zatrzymała. Dziewięciu pasażerów wyskoczyło z samolotu, a na miejscu zjawiła się
straż pożarna.
Wedle informacji przewoźnika, samolot jest w na tyle dobrym stanie, że wciąż będzie można nim latać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|