Gruzja prosi społeczność międzynarodową o reakcję wobec bombardowania, jakiego - zdaniem władz - dopuściła się Rosja. Według Tbilisi, przestrzeń powietrzną państwa naruszyły dwa rosyjskie myśliwce i zrzuciły na ziemię 700-kilogramowy pocisk, który na szczęście nie wybuchł.
Rosjanie stanowczo zaprzeczają gruzińskim oskarżeniom. Ich zdaniem, nie było ani bomby, ani myśliwców na gruzińskim niebie. "Rosyjskie siły powietrzne ani w poniedziałek, ani we wtorek, nie przeprowadziły lotów nad Gruzją" - powiedział płk. Aleksander Drobyszewski.
Gruzja zażądała już od Organizacji Narodów Zjednoczonych oficjalnego dochodzenia. Sprawa będzie najprawdopodobniej rozwiązana przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.
Gruzini wzywają także państwa Unii Europejskiej, aby pomogły wyjaśnić całe zajście. Władze kraju obiecują zwołać międzynarodową grupę ekspertów, która zbada zagadkowy incydent. "Chcielibyśmy, by inne państwa przekazały dane ze swoich radarów" - ogłosił minister spraw zagranicznych Gruzji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|