George Bush zaprosił Nicolasa Sarkozy'ego na lunch do Kennebunkport w stanie Maine. To dość niezwykłe, bo amerykański prezydent nie ma w zwyczaju zapraszać zagranicznych polityków do rodzinnego domu. Już szybciej gości ich na rancho w Teksasie.
Przed Sarkozy'm zaszczytu przekroczenia progów domu w Kennebunkport dostąpił w lipcu tylko prezydent Rosji Władymir Putin. Wtedy mówiono o tarczy antyrakietowej, choć prezydenci zaleźli też czas, by wspólnie wybrać się na ryby.
Francja i USA różnią się poglądami na wiele spraw. Dzieli je głównie Irak, bo Francja była przeciwna interwencji w tym państwie i konsekwentnie krytykowała Amerykanów za to, co tam się dzieje.
Obaj prezydenci są teraz na urlopie. Sarkozy'ego zresztą krytykowano we Francji za to, że zaledwie trzy miesiące po objęciu prezydenckiego fotela zdecydował się pojechać na wakacje do USA. Ale urlopowy nastrój nie powinien przeszkodzić obu politykom w omówieniu kilku ważnych dla nich spraw, zwłaszcza wysiłków na forum ONZ mających na celu uregulowanie sytuacji w Libanie, Sudanie i ograniczenia atomowych apetytów Iranu.
Bush zaprosił Sarkozy'ego i jego żonę w czerwcu, kiedy obaj panowie spotkali się w Niemczech podczas obrad grupy G-8. I przypadli sobie do gustu. Dla prezydenta Francji dzisiejszy lunch z Bushem musiał być bardzo ważny. Przerwał amerykańskie wakacje, żeby wziąć udział w Paryżu we wczorajszym pogrzebie kardynała Jean-Marie Lustigera, ale natychmiast po uroczystościach wrócił do USA.