Obama od dawna powtarza, że zależy mu na rozwiązaniu konfliktu z Iranem na drodze dyplomatycznej i liczy, iż pomogą w tym sankcje, ale zwykle dodaje, że "wszystkie opcje są możliwe", co jest eufemizmem na operację militarną.
- oświadczył Obama w wywiadzie dla tygodnika "Atlantic".
Eksperci twierdzą, że jest to najbardziej jednoznaczna dotychczas wypowiedź prezydenta Stanów Zjednoczonych na ten temat. Obama dał jednocześnie do zrozumienia, że jednostronna akcja Izraela byłaby niepożądana m.in. dlatego, że to Iran byłby wtedy postrzegany przez świat jako ofiara agresji. - zapytał retorycznie.
Izrael obawia się, że za amerykańskimi aluzjami o użyciu siły nie pójdą czyny i podkreśla, że Iran uzbrojony w broń atomową jest dla niego zagrożeniem "egzystencjalnym". Sugeruje, że może zaatakować irańskie instalacje nuklearne bez zgody USA, jeśli nie uzyska od nich gwarancji, że same rozwiążą ten problem.
W poniedziałek Obama spotka się w Białym Domu z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu. Jak się oczekuje, najprawdopodobniej da on wyraz obawom swego kraju, że Waszyngton blefuje i będzie się domagał gwarancji.
W USA dominuje niechęć do kolejnej interwencji wojskowej. W czwartek wieczorem na kolacji w Nowym Jorku z udziałem Obamy, poświęconej zbiórce funduszy na jego kampanię wyborczą, prezydent spotkał się z protestem antywojennym. Jedna z uczestniczek spotkania krzyknęła: . Obama odpowiedział: .