Cieszę się, że mogę ogłosić, że eksperci (...) w posiadłości nie znaleźli niczego budzącego obawy i dalej kontynuujemy normalne śledztwo - poinformował nadinspektor Simon Bowden z policji. Funkcjonariusze rozpoczęli badania w nocy. Poszukiwali wszelkich śladów, które mogą pomóc w ustaleniu przyczyn śmierci rosyjskiego oligarchy.

Reklama

Rosyjskie media, na które powołują się Brytyjczycy, sugerują, że Bieriezowski mógł popełnić samobójstwo. W przeddzień śmierci udzielił wywiadu amerykańskiemu dwutygodnikowi "Forbes". Dziennikarzowi pisma miał powiedzieć, że stracił sens życia i nie wie co dalej robić.

Ilja Żegułow dodał, że oligarcha stwierdził, iż zmienił wiele swoich ocen w tym te dotyczące jego osoby. Podkreślił, że idealistycznie widział możliwość budowy demokratycznej Rosji i idealistycznie postrzegał demokrację w centrum Europy. Miał także przyznać, że nie docenił inercji Rosji i mocno przecenił Zachód.

Bieriezowski zaznaczył, że nie pragnie niczego więcej, jak powrotu do Rosji i chciałby też ponownie zająć się pracą naukową.

Borys Bieriezowski był początkowo zwolennikiem Władimira Putina, ale stosunkowo szybko przeszedł na stronę jego przeciwników. Pojawiły się przeciw niemu zarzuty o przestępstwa gospodarcze, a jego niezależna telewizja ORT rozpoczęła antyputinowską kampanię. W 2000 roku Bieriezowski schronił się na emigracji w Wielkiej Brytanii.

Borys Bieriezowski, skonfliktowany z prezydentem Władimirem Putinem, został wczoraj znaleziony martwy w swoim domu w Ascot niedaleko Londynu.