Erna Solberg, przyszła premier tego kraju, zapowiedziała, że jej rząd przeznaczy w ciągu najbliższych pięciu lat 100 mld koron (12,35 mld euro) na fundusz, z którego będą realizowane wielkie inwestycje infrastrukturalne.

Są one równie istotne jak zrównoważona polityka fiskalna. Rząd powinien inwestować w przyszłość, aby nasze dzieci odziedziczyły kraj, w którym wszyscy będą mieli równy dostęp do dobrobytu - mówiła Solberg, liderka prawicowej Partii Konserwatywnej, która na początku września wygrała wybory i będzie tworzyć rząd wraz z Partią Postępu.

Uwaga o tym, że wydawanie jest równie ważne jak zrównoważony budżet, jest w przypadku Norwegii uzasadniona, bo w ostatnich latach kraj ten co roku wypracowuje pokaźną nadwyżkę w budżecie. W zeszłym roku wyniosła ona 13,8 proc. PKB, w bieżącym będzie to 12,3 proc. Dotychczasowy premier Jens Stoltenberg, który rządził krajem przez ostatnie osiem lat, był zresztą krytykowany z tego powodu, że zbyt mała część dochodów była przeznaczana na inwestycje i zwiększanie dobrobytu mieszkańców. Dzięki dochodom z ropy naftowej i gazu ziemnego Norwegia dysponuje największym na świecie państwowym funduszem inwestycyjnym, który został stworzony z myślą o dobrobycie przyszłych pokoleń. Ma on wartość ok. 780 mld dol., jednak prawo zabrania wydawania z niego więcej niż 4 proc. rocznie.

Solberg nie sprecyzowała, czy nowy fundusz infrastrukturalny zostanie utworzony ze środków zgromadzonych w funduszu inwestycyjnym, czy też z bieżących nadwyżek budżetowych. Pieniądze będą przeznaczane na rozbudowę sieci dróg, kolei czy zapewnienie wszystkim mieszkańcom szerokopasmowego internetu. Zagwarantowała zarazem, że aby nie dopuścić do przegrzania gospodarki, jej rząd nie będzie wykorzystywał maksymalnego limitu 4 proc. wydatku z funduszu inwestycyjnego.

34,1 proc. dług publiczny Norwegii w stosunku do jej PKB. Przed kryzysem, w 2007 r., było to 56,6 proc.