Dziennik Gazeta Prawana logo

Debata w Komisji Europejskiej osłabia znaczenie Polski

14 stycznia 2016, 06:40
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Debata w Komisji Europejskiej osłabia znaczenie Polski
Shutterstock
Debata „orientacyjna” z punktu widzenia prawa ma znaczenie marginalne. Z punktu widzenia polityki osłabia pozycję Polski w UE. Z największej szóstki decyzyjnej przechodzimy do ligi państw takich jak Węgry i Rumunia. Pierwszy kraj był przyczyną powołania w 2014 r. mechanizmu obrony państwa prawa. Drugi otrzymywał w 2012 r. kompromitujące rumuński rząd listy. Bruksela zarzucała w nich ówczesnemu premierowi Victorowi Poncie zamach na Trybunał Konstytucyjny. Komentarze płynące z Brukseli otwierają jednak szansę na kompromis. Teraz ruch jest po stronie polskich władz.

 Wczoraj w Sejmie szefowa rządu zapewniała, że nie ma mowy o łamaniu standardów demokratycznych. Jej wystąpienie dotyczące sytuacji międzynarodowej koncentrowało się na relacjach z Unią Europejską. - przekonywała premier.

Debata odbędzie się w przyszłym tygodniu. Wiceszef MSZ Konrad Szymański poleciał do Hagi i Brukseli, aby przekonywać szefów poszczególnych frakcji do tego, że nie ma sprawy z Trybunałem Konstytucyjnym i mediami publicznymi.

- komentował w Sejmie wiceszef klubu PO i były wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski. Jego zdaniem, aby uspokoić sytuację, PiS powinien wycofać się ze zmian w TK, mediach publicznych, prokuraturze i służbie cywilnej. W rozmowie z DGP dodawał, że jest jeszcze czas, aby poprawić wizerunek w UE. - dodaje.

Jak wynika z informacji DGP z Komisji, ta procedura dialogu przypomina raczej politykę kija i marchewki. Z jednej strony komisarz Timmermans krytykuje politykę polskich władz. Z drugiej wysokiej rangi urzędnicy KE przekonują w rozmowie z nami, że właściwie nic się nie stało. I nie ma mowy o dalszych działaniach w ramach mechanizmu. - komentuje nasz rozmówca.

Zapytaliśmy wczoraj w Brukseli o komentarz wiceszefa MSZ Konrada Szymańskiego. Jak mówi, w ciągu ostatnich kilku dni dochodziły do niego bardzo różne i wzajemnie sprzeczne głosy z Komisji Europejskiej. - przekonuje Szymański. Jak dodaje, co do umocowania prawnego mechanizmu obrony demokracji.

Zapytaliśmy niemieckiego analityka ze związanego z Europejską Partią Ludową think tanku - Wilfried Martens Centre for European Studies - na ile kłopotliwe dla Polski jest uruchomienie mechanizmu. Według Rolanda Freudensteina chodzi o wysłanie komunikatu. - komentuje.

Jednak jego zdaniem obecna sytuacja może niekorzystnie wpłynąć na pozycję polityczną Polski wewnątrz Unii. Jak przekonuje, jesteśmy krajem członkowskim tzw. szóstki (razem z Niemcami, Francją, Włochami, Hiszpanią oraz Wielką Brytanią), ale status ten może zostać osłabiony na skutek działań rządu Beaty Szydło. – podsumowuje.

Rząd ma okazję, by pokazać, że zarzuty są nieprawdziwe

Wygląda na to, że TK podjął decyzje, które w tej chwili nie są wypełniane przez inne organa państwa. Są środki, które podjęły obecne władze, które mocno ingerują w sposób funkcjonowania TK

Celem jest zapobieżenie sytuacji, w której rządy prawa mogłyby być zakwestionowane. Chcemy się upewnić, że rządy prawa będą zachowane, i pomóc znaleźć rozwiązania, jeśli takie będą konieczne

Jesteśmy świadomi również reform w zakresie mediów, które mogą budzić wątpliwości dotyczące wolności i pluralizmu mediów publicznych. Zasady UE żądają poszanowania zasad demokracji i podstawowych praw. Nie może być demokracji, która nie szanuje rządów prawa, i vice versa

Bat na nowe państwa

Już w połowie 2012 r. poprzedni przewodniczący Jose Manuel Barroso mówił o potrzebie wprowadzenia mechanizmu, który zapewniałby Komisji Europejskiej możliwość dyscyplinowania państw członkowskich. Wówczas Bruksela próbowała wywrzeć presję na rumuńskiego premiera Vicotra Pontę, aby ten przywrócił kompetencje Trybunału Konstytucyjnego (odebrane dekretem rządowym) i doprowadzić do mianowania na rzecznika praw obywatelskich osoby z ponadpartyjnym poparciem. W lipcu 2012 r. Ponta zapowiedział, że „pilnie podejmie działania, by dostosować się do tych wymogów”.

Mechanizm miał być bardziej stanowczy niż „miękka siła” Brukseli. Ale bardziej wyważony niż „opcja nuklearna”, czyli przywołanie art. 7 traktatu o UE. Mówili też o tym poszczególni komisarze, w tym Viviane Reding.

Za wprowadzeniem takiego mechanizmu opowiedział się w otwartym liście z początku 2013 r. również ówczesny szef holenderskiej dyplomacji Frans Timmermans, razem ze swoimi odpowiednikami z Niemiec, Danii i Finlandii. Ministrowie postulowali w liście, że Komisja powinna dysponować środkami dyscyplinującymi. – Jako ostateczność powinna istnieć możliwość wstrzymania funduszy unijnych – pisali dyplomaci.

Ostatecznie mechanizm powstał w marcu 2014 r. Po tym, jak zmiany wokół trybunału zaczął wprowadzać węgierski premier Viktor Orban. Węgry nie zostały jednak mu poddane.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj