Dziennik Gazeta Prawana logo

"Atak na Polaków nikogo tu nie dziwi" [REPORTAŻ Z LEEDS]

12 września 2016, 21:50
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Brytyjska policja
Brytyjska policja/Shutterstock
Położona w blisko milionowym Leeds dzielnica Armley nie pasuje do życia uniwersyteckiego miasta. Wysoki poziom bezrobocia, biedy i frustracji - wyrażonej najwyższym w mieście poziomem prób samobójczych - mieszają się z trudnym doświadczeniem tysięcy imigrantów.

Wśród nich - Polacy. Według spisu powszechnego z 2011 roku w Leeds w północnej Anglii jest ich około 7 tysięcy - jeden procent ludności miasta. W Armley stanowią kilka procent, ale chodząc głównymi ulicami dzielnicy trudno pozbyć się wrażenia, że jest ich wielokrotnie więcej. Na głównej arterii Armley Town Street mieści się kilkanaście sklepów sprzedających polskie produkty, z polską obsługą i napisami po polsku. Język polski jest słyszalny co najmniej tak samo jak angielski, jeśli nie bardziej.

Oprócz nich ludzie zewsząd. Na pojedynczych witrynach widnieją napisy po czesku, słowacku, litewsku, rosyjsku. W zaułkach gromadzą się niewielkie grupy, m.in. słowackich Romów, a lokalne puby - pomimo wczesnych godzin popołudniowych - są pełne Brytyjczyków. To w większości robotnicy fizyczni - część na emeryturze.

Niegdyś kwitł tu przemysł, bo Leeds wyrosło na rewolucji przemysłowej. Armley w XVIII i XIX wieku słynęło z produkcji tekstyliów. Później było gorzej: najważniejszą firmą w dzielnicy była fabryka azbestu. Po drugiej wojnie światowej władze Leeds próbowały zmienić wizerunek tej części miasta. Zniszczenia pomogły przyspieszyć decyzję o przebudowie na dzielnicę mieszkalną. Udało się tylko połowicznie: w Armley znajduje się wiele domów, ale głębsze problemy społeczne nie zostały rozwiązane. Dzisiaj ta część miasta jest najbardziej znana z pobliskiego więzienia. I kłopotów.

Lokalny policjant ocenił w anonimowej rozmowie, że piątkowy atak grupy wyrostków na dwóch Polaków - jeden został poważnie pobity i wyszedł ze szpitala dopiero w poniedziałek po południu - nawet go nie dziwi. - - przyznał.

Paulina, młoda Polka pracująca w polskim sklepie Fresh Metro w Armley, pracowała w piątek wieczorem na zmianie w pobliżu miejsca pobicia. - - relacjonowała.

- powiedziała.

Marcin Kleszczyński, który w ramach organizacji "Pomoc Help" pomaga mieszkającym w Armley Polakom, ostrożnie dobierał słowa, kiedy dziennikarze pytali go o sytuację w tej części miasta. - - powiedział.

- ocenił. - - powiedział.

Jak dodał, sytuacja Polaków przypomina mu problemy, z jakimi w latach 60. musiała się zmierzyć nowa wówczas w Wielkiej Brytanii społeczność azjatycka. - - skomentował, ale po chwili dorzucił: -

Lokalna radna Alison Lowe z Partii Pracy nie ma wątpliwości, że problem jest poważny. - (migrantów) - powiedziała.

Lowe sama pochodzi z imigranckiej rodziny: jej ojciec przyjechał do Leeds kilkadziesiąt lat temu z Karaibów. - - mówiła.

Jak podkreśliła, dziesiątki tysięcy migrantów z Europy Środkowo-Wschodniej - w tym z Polski - pojawiło się w Leeds w latach, które dla Brytyjczyków kojarzyły się z polityką zaciskania pasa, cięciami socjalnymi i problemami na rynku pracy. - - oceniła.

Radna przyznała, że sytuacja szczególnie pogorszyła się od czasu czerwcowego referendum ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. -- powiedziała. - - podkreśliła.

Pod wieloma względami Armley przypomina Harlow, w którym na przestrzeni dwóch tygodni w podobnych atakach zginął jeden Polak, a trzech zostało rannych. Wysoki poziom problemów społecznych i szybki przyrost populacji imigranckiej - zmieniający oblicze ulic - doprowadził do wzrostu napięć i frustracji. Po czerwcowym referendum stało się to jeszcze bardziej widoczne.

- przyznał konsul generalny w Manchesterze Łukasz Lutostański. - - powiedział. - - podkreślił.

Mieszkający w Armley Polacy podkreślają, że poza policyjnym rejestrem może być nawet kilkadziesiąt, jeśli nie ponad sto przypadków. Mówią wprost: potrzeba szybkiego działania, w tym większego liczebnie wsparcia konsularnego i programu działań społecznych na miejscu - zarówno wobec nich, jak i lokalnej społeczności. Zanim dojdzie do tragedii - takiej, jak w Harlow.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj