Dziennik Gazeta Prawana logo

Konfrontacja zamiast nowego, światowego ładu. Ryzyko starcia USA z Rosją w Syrii staje się realne

12 kwietnia 2017, 08:59
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Syria. Spalone czołgi przed meczetem
Syria. Spalone czołgi przed meczetem/Shutterstock
Zbliżenie amerykańsko-rosyjskie, do którego rzekomo mieli dążyć Donald Trump i Rex Tillerson, jest dziś mało prawdopodobne.

Z całą pewnością nie tak wyobrażano sobie na Kremlu pierwsze spotkanie z przedstawicielem administracji Donalda Trumpa. Rex Tillerson, z którym Rosja chciała budować zręby nowego ładu światowego, przyjechał wczoraj z wizytą do Moskwy, mówiąc o jej odpowiedzialności za zbrodnie w Syrii i wzywając do zacieśniania sankcji.

Tillerson był najbardziej kontrowersyjną z nominacji Trumpa. Wieloletni prezes koncernu naftowego ExxonMobil nie dość, że nie miał żadnego doświadczenia w polityce – co w przypadku szefa dyplomacji jest sporym obciążeniem – to jeszcze przez wezwania do zniesienia sankcji gospodarczych był postrzegany jako reprezentant interesów Moskwy. W 2013 r. otrzymał nawet z rąk Władimira Putina Order Przyjaźni – najwyższe odznaczenie, którym Rosja może uhonorować cudzoziemców.

Tymczasem sekretarz stanu, jak na razie, w ogóle nie potwierdza tych obaw. Wprawdzie był krytykowany za zbytnią pasywność i pozostawanie w cieniu Jareda Kushnera, prezydenckiego doradcy i zięcia w jednej osobie, ale nie powiedział ani nie zrobił dotychczas niczego, co można by uznać za prorosyjskie.

owiedział w niedzielę Tillerson w stacji CBS, obwiniając Moskwę za to, że syryjskie arsenały broni chemicznej nie zostały zniszczone, jak ustalono. Na dodatek na wczorajszym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych G7 w Lucce we Włoszech był najbardziej skłonny do poparcia brytyjskiej propozycji sankcji w związku z użyciem broni chemicznej w Syrii. O tym, że Rosjanie mieli zupełnie inne oczekiwania w stosunku do Tillersona, najlepiej świadczy to, że w planie jego wizyty nie było spotkania z Putinem, choć jego poprzednik John Kerry był regularnie przyjmowany przez rosyjskiego prezydenta. oświadczył rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.

Jeśli Rosja liczyła, że zawrze z Ameryką Donalda Trumpa jakieś szerokie porozumienie, które w zamian za pomoc w walce z terroryzmem pozwoliłoby znieść nałożone po aneksji Krymu zachodnie sankcje gospodarcze, a przy okazji uznawałoby jej mocarstwową pozycję i strefy wpływów (a o czymś takim spekulowano po wyborze nowojorskiego miliardera i tuż po objęciu przez niego władzy), to na chwilę obecną nie ma żadnych przesłanek wskazujących, by tak miało być. Niezależnie od motywów, którymi kierował się Trump, wydając rozkaz wystrzelenia pocisków na bazę lotniczą syryjskiego reżimu, ewidentnie jest to sprzeczne z interesami Rosji. Tak samo jak jego groźby, że Stany Zjednoczone w razie konieczności same rozwiążą problem północnokoreańskiego programu nuklearnego i dopuszczają tu wszystkie opcje czy zapowiedzi znaczącego zwiększenia wydatków na obronność. Stany Zjednoczone zaczęły – podobnie jak Rosja – kierować się własnymi interesami, a ponieważ są one radykalnie sprzeczne, sytuacja bardziej zmierza w kierunku konfrontacji niż budowania nowego światowego ładu. Nie stało się to zresztą dopiero w momencie amerykańskiego nalotu na bazę w Szajrat.mówi w rozmowie z RMF Ian Bond z londyńskiego think tanku Centre for European Reform.

Nie można jednak wykluczyć takiego scenariusza, że pokazywana przez Waszyngton większa asertywność w polityce międzynarodowej jest podbijaniem stawki negocjacyjnej i ekipa Trumpa wcale nie zrezygnowała z jakiegoś układu z Rosją, tylko chce zapewnić sobie lepszą pozycję wyjściową. Obecna administracja amerykańska najwyraźniej rozumie, że polityka ustępstw czy obawy przed drażnieniem Rosji są na Kremlu poczytywane za objaw słabości Zachodu i tylko zachęcają ją do dalszych działań, zatem jedynym sposobem jest rozmawianie z pozycji siły. Wzajemne podbijanie stawki grozi jednak tym, że sytuacja może się wymknąć spod kontroli.

napisało w oświadczeniu połączone dowództwo syryjskich sił rządowych oraz ich rosyjskich i irańskich sojuszników, co jednoznacznie zabrzmiało jak groźba.

Biorąc pod uwagę powyższe ostrzeżenie oraz zerwanie przez Rosjan gorącej linii telefonicznej, która zapobiegała przypadkowemu zderzeniu samolotów czy ostrzałowi, ryzyko, że na terenie Syrii dojdzie do bezpośredniej konfrontacji zbrojnej między wojskami obu stron, staje się realne. Kluczowym pytaniem jest w tym momencie to, czy przerodzi się ona w większy konflikt. Bardziej prawdopodobne jest to, iż ograniczony on będzie do terytorium Syrii, ewentualnie także Iraku. W czasie zimnej wojny kilka razy wojska amerykańskie i sowieckie zaangażowane były po przeciwnych stronach peryferyjnych konfliktów, ale nie doprowadziło to do wybuchu trzeciej wojny światowej (w której zapewne użyta byłaby broń nuklearna). Przy całej nieprzewidywalności i nieustępliwości zarówno Donalda Trumpa, jak i Władimira Putina, mają oni na tyle instynktu samozachowawczego, by zdawać sobie sprawę, że w przypadku otwartej konfrontacji poza peryferiami przegrane będą obie strony. A przynajmniej pozostaje mieć nadzieję, że instynkt ten faktycznie mają.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj