Amerykański dziennik "Washington Post" jako pierwszy poinformował we wtorek, że podczas rozmowy z Ławrowem Trump wspomniał o prawdopodobnej operacji tzw. Państwa Islamskiego (IS). Według źródeł amerykańskiego dygnitarza cytowanego przez "Washington Post" informacje te pozwalają na ustalenie tożsamości i miejsca pobytu informatora, jak również ustalenie, która z sojuszniczych agencji wywiadowczych przekazała te poufne informacje CIA, czyli narażają na niebezpieczeństwo źródło wywiadowcze.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nazwał te doniesienia "kolejną kompletną bzdurą".
- powiedział Pieskow. Zaznaczył, że ta "kompletna bzdura" nie zasługuje ani na dementi ani na potwierdzenie.
Wcześniej jednak rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa zdementowała doniesienia prasowe o domniemanym przekazaniu przez Trumpa Ławrowowi tajnych danych wywiadowczych.
Rzeczniczka MSZ Rosji określiła te doniesienia mianem "kolejnego fake news". Podkreśliła też, że przed kilkoma dniami uprzedzała, że amerykańskie media w ciągu kilku dni ujawnią zapewne jakąś "sensację" o spotkaniu Trumpa i Ławrowa.
Zacharowa napisała we wtorek na Facebooku, że media te planowały też zilustrować "sensację" fotografiami ze spotkania, żeby, jak, się wyraziła, "dodać wiarygodności tej kolejnej fałszywej informacji".
- napisała Zacharowa.
Agencja Associated Press pisze, że Biały Dom został skrytykowany za domniemane naruszenie bezpieczeństwa, gdy zezwolił w ubiegłym tygodniu rosyjskiemu fotoreporterowi wejść do Gabinetu Owalnego w celu zrobienia zdjęć Trumpowi z ministrem Ławrowem i ambasadorem Rosji w USA Siergiejem Kislakiem.
Trump powiedział, że spotkał się z Ławrowem i zgodził na wejście rosyjskich fotoreporterów do Gabinetu Owalnego Białego Domu, bo poprosił go o to podczas rozmowy telefonicznej prezydent Rosji Władimir Putin. Wyznanie amerykańskiego prezydenta skłoniło niektórych komentatorów do publicznych spekulacji, czy po spotkaniu Gabinet Owalny został sprawdzony i czy Rosjanie nie zainstalowali w nim podsłuchu.