Debata, tzw. wysłuchanie publiczne, poświęcona sytuacji bezpieczeństwa w byłej strefie wpływów ZSRR, zwłaszcza na Ukrainie i Białorusi, odbyła się w podkomisji bezpieczeństwa i obrony Parlamentu Europejskiego. Zbiegła się w czasie z zaplanowanymi na połowę września manewrami rosyjsko-białoruskimi Zapad-2017.
- mówiła podczas spotkania szefowa podkomisji bezpieczeństwa i obronny, europosłanka PiS Anna Fotyga. Zwracała uwagę na problemy z monitorowaniem tych ćwiczeń. – oceniła.
Odpowiadający w unijnej dyplomacji za Europę i Azję Centralną Luc Devigne podkreślał, że każdy kraj ma prawo podejmować ćwiczenia, razem ze swoimi sojusznikami, jeśli dzieje się to w przewidywalny i przejrzysty sposób i w zgodzie z międzynarodowymi porozumieniami.
Devigne zwracał uwagę, że upadek ZSRR postawił nowe wyzwania na wschodzie Europy, a nieprzestrzeganie porządku bezpieczeństwa, czego przykładem była agresja na Ukrainie, pogłębiło te problemy. - ocenił. Przypomniał, że UE wspiera dialog dotyczący Ukrainy, Mołdawii, Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu mając na celu wpracowanie pokojowych rozwiązań.
Przedstawiciel unijnej dyplomacji podkreślał, ze nielegalna aneksja Krymu, łamanie międzynarodowego prawa i destabilizacja wschodniej Ukrainy przyniosły wyzwania dla porządku bezpieczeństwa w Europie. -zaznaczył Devigne.
James Sherr z brytyjskiego Chatham House wskazywał, że przedstawiciele władz rosyjskich nie mają problemu z czymś, co można określić jako "historyczny Zachód", natomiast mają problem z "politycznym Zachodem", czyli państwami, które nie chcą się na nią orientować, choć według Kremla powinny stanowić ich strefę wpływów.
- przekonywał ekspert. Jego zdaniem nie ma już powrotu do "romantycznej Rosji" wczesnych lat 90. bo Moskwa przemyślała swoje interesy i teraz, nawet gdyby na Kremlu nie rządziłby już Władimir Putin, w istocie niewiele by się zmieniło.
Sherr zwrócił uwagę, że Unia Europejska jest znaczącym aktorem geopolitycznym, niezależnie od tego, czy się za takiego uważa, czy nie. - wskazał analityk.
Profesor katolickiego uniwersytetu Petera Pazamany w Badapeszcie Andras Racz podkreślał ciągłe sukcesy sił militarnych Rosji od 2008 r., czyli wojny w Gruzji, w osiąganiu celów politycznych, przynajmniej z punktu widzenia Moskwy.
Zauważył przy tym, że Rosja nie ma jeszcze zdolności militarnych, by prowadzić wojnę na pełną skalę. - wskazywał. Dodał przy tym, że poza problemem z dostępnością technologii, zdolnościom bojowym Rosji zaszkodziła niska cena ropy, od której w dużym stopniu zależą wpływy do rosyjskiego budżetu.
Racz zwrócił przy tym uwagę na siłę armii ukraińskiej, w której jest obecnie 200 tys. żołnierzy. - wskazywał profesor. Zastrzegł, że nie można odwracać oczu od problemów, jakie ma ta armia, jak np. wyższe straty niezwiązane z konfliktem w Donbasie, niż z linii frontu.
Anna Maria Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych podkreślała, że Rosja chce mieć pod kontrolą te kraje, które postrzega jako należące do jej strefy wpływów. Zauważyła, że aneksja Krymu i wojna na wschodzie Ukrainy wpłynęła na postrzeganie swojego bezpieczeństwa przez Białoruś.
- podkreśliła.
Dyner zwróciła uwagę, że w ostatnich 25 latach siły zbrojne Białorusi zmalały niemal czterokrotnie do 46 tys. żołnierzy. Zauważyła, że władze białoruskie obawiają się z jednej strony NATO, ale z drugiej - Rosji. Dodała przy tym, że sama armia jest bardziej lojalna wobec Moskwy niż wobec Mińska – większość wyższej kadry została wyszkolona w Rosji. - skonkludowała ekspertka PISM.