Ryszard Czarnecki, Kosma Złotowski i David Bannerman pojechali na wybory w Azerbejdżanie, przedstawiając się jako oficjalni obserwatorzy Parlamentu Europejskiego - wynika z pisma, wysłanego przez władze grupy Wsparcia dla Demokracji i Koordynowania Wyborów (DEG), które trafiło do szefa frakcji Europejskich Reformatorów i Konserwatystów. Do tego - jak czytamy w dokumencie - chwalili oni przebieg głosowania, zorganizowanego przez reżim w Baku. Problem w tym, że europarlament nie zdecydował się wysłać oficjalnej misji do Azerbejdżanu, po tym jak opozycja oskarżyła władze o ustawianie wyborów i zbojkotowała głosowanie. Do tego zarówno europarlament, jak i OBWE potępiły wybory, uznając je za nieuczciwe.
Według władz grupy DEG, taka nieautoryzowana misja deputowanych może zostać potem wykorzystana przez władze dla uwiarygodnienia przebiegu wyborów i pokazania akcji deputowanych, jako wsparcie europarlamentu dla reżimu. Dlatego też postanowiono, że - do końca obecnej kadencji - zarówno Czarnecki, Złotowski, jak i Bannerman w ramach kary za swój wyjazd, nie będą wysyłani jako obserwatorzy unijni na jakiekolwiek zagraniczne wybory.
Decyzję w rozmowie z PAP skomentował Ryszard Czarnecki. - powiedział. Dodał, że w Azerbejdżanie delegacja spotkała się z głównym kandydatem opozycji.
Według europosła list McAllistera i McAvan zawiera nieścisłości. -podkreślił. Jak przypomniał, wcześniej z prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem spotykała się m.in. szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini, kanclerz Niemiec Angela Merkel, a sam Alijew w 2017 r. odbył oficjalne wizyty m.in. do Niemiec, Francji i Belgii. - dodał.