Dziennik Gazeta Prawana logo

Nie takie piękne Chiny, czyli dlaczego pragmatycy nie stronią od krwi

5 listopada 2017, 14:04
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Chiny ulica
Chiny ulica/Shutterstock
Europa chce, a tak naprawdę musi i powinna, uśmiechać się do autorytarnego rządu Chin. Co to oznacza dla nas i tak hołubionej przez Zachód demokracji?

Komunistyczni przywódcy uwielbiają słuchać własnego głosu. Jak inaczej wytłumaczyć to, że ich oficjalne przemówienia ciągną się po kilka godzin? Fidel Castro wsławił się np. tym, że w 1986 r. wygłosił na partyjnym kongresie w Hawanie przemówienie trwające 7 godz. i 10 min. Członkowie partii musieli w tym czasie nie tylko starać się nie zasnąć, lecz także udawać zainteresowanych, a na końcu znaleźć siłę do gromkich oklasków.

Przemówienia komunistów w treści są całkowicie przewidywalne – wygrażanie amerykańskim imperialistom przeplata się w nich z pochwałami rozwoju własnej gospodarki i snuciem wielkich planów na przyszłość. Innymi słowy, kłamie się w nich narodowi w żywe oczy.

Na tym tle mowa, którą 18 października wygłosił na XIX Zjeździe Komunistycznej Partii Chin w Pekinie przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping, jest wyjątkiem. Dokładnej analizy, zrozumienia i wzięcia całkiem serio wymaga każda jej minuta, mimo że mowa trwała w sumie niemal 3,5 godz. Dlaczego? Ponieważ cel, który Xi Jinping w niej wyznaczył – tj. by „Chiny do 2050 r. stały się wiodącą globalną potęgą” zarówno w wymiarze gospodarczym, jak i militarnym – to cel całkowicie realistyczny. To z kolei oznacza porażkę demokracji: oto najbardziej liczącą się potęgą świata może stać się autorytarny reżim. A stąd tylko o krok do rozpowszechnienia się przekonania, że dobrze prosperująca gospodarka nie potrzebuje wcale wyborów powszechnych.

Pragmatycy nie stronią od krwi

Utarło się nazywać chińskich komunistów pragmatykami. Mówi się: może i komuniści, ale rozsądni, bo ideologię traktują fasadowo, wprowadzając w Chinach krok po kroku gospodarkę rynkową i pozwalając chińskim masom się bogacić. Dzięki zapoczątkowanym przez Deng Xiaopinga pod koniec lat 70. XX w. reformom już ponad 600 mln Chińczyków wyszło z poziomu skrajnego ubóstwa, a ich kraj awansował do grona państw ze średnim dochodem, a więc relatywnie zamożnych. To szczególnie wymowne, jeśli przypomnimy sobie miejsce, z którego zaczynali – całą swoją gospodarkę musieli odbudować z ruin, które zostawił po sobie Mao Zedong. Biorąc pod uwagę idącą w dziesiątki milionów liczbę ofiar tego krwawego dyktatora, gospodarka Chin wymagała równie dogłębnej odbudowy jak stolica Polski po powstaniu warszawskim.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj