Dziennik.pl logo

Nic nie zastąpi starych metod. Chińscy szpiedzy są wszędzie

3 lutego 2018, 18:27
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Chiny i USA
Chiny i USA/Shutterstock
Najlepsze są stare metody. Choć chińscy hakerzy buszują po serwerach zachodnich instytucji i firm, to nic nie zastąpi informacji zbieranych przez szpiegów.

Jerry Chun Shing Lee ledwo zdążył wejść do terminalu przylotów lotniska im. Kennedy’ego w Nowym Jorku, gdy podeszli do niego „smutni panowie”, którzy zaprowadzili go do bocznego wyjścia. Jedyną wycieczką, którą Jerry - znany też jako Zhen Cheng Li - odbył tym razem po USA, był przejazd z aresztu do sądu, gdzie ten 53-letni Amerykanin chińskiego pochodzenia usłyszał zarzut „bezprawnego posługiwania się informacjami dotyczącymi bezpieczeństwa narodowego”.

Brzmi to znacznie mniej spektakularnie niż jest w rzeczywistości: w ostatnich latach amerykański wywiad w Państwie Środka poniósł wiele porażek. Od początku dekady chiński kontrwywiad dopadł ok. 20 szpiegów Waszyngtonu. Takiej klęski Centralna Agencja Wywiadowcza nie poniosła od dawna, można nawet mówić o jednej z największych wpadek epoki pozimnowojennej, współczesnej Zatoce Świń (nieudany desant ochotników na Kubę w 1961 r., mający na celu obalenie Fidela Castro).

CIA bezradnie patrzyła na dziesiątkowanie siatki wywiadowczej. Agencja podejrzewała, że może mieć "kreta" w swoich szeregach, ale nie była w stanie go namierzyć. Drugie potencjalne wytłumaczenie zakładało, że Chińczykom udaje się przechwytywać informacje przepływające tajnymi kanałami. Własne śledztwo w tej sprawie podjęło również FBI - rozbieżności w ocenie sytuacji i wskazywaniu winnych miały zresztą być przyczyną jednego z najpoważniejszych kryzysów w relacjach między Agencją a Biurem, choć obie instytucje trzymają karty przy orderach, gdy chodzi o konflikty między nimi. Wiadomo, wszystko zostaje w rodzinie.

Lee był tej rodziny członkiem: od 1994 r. do 2007 r. aresztowany w połowie stycznia mężczyzna był jednym z wysoko postawionych funkcjonariuszy Agencji. Poza tym polowanie na amerykańskich szpiegów za Wielkim Murem zaczęło się dopiero wtedy, gdy Jerry przeszedł na emeryturę i zaczął w Hongkongu pracować dla znanego domu aukcyjnego. To FBI pierwsze nabrało wobec niego podejrzeń: przez kilka lat po przejściu na emeryturę Lee krążył między Hongkongiem a Stanami Zjednoczonymi, w których została jego rodzina.

W 2012 r. agenci Biura wykorzystali moment, gdy jadąc do Chin, były szpieg zatrzymał się w Wirginii, a potem pojechał na krótkie wakacje na Hawaje. W jego pokojach hotelowych znaleziono dwie pozornie niewinne książki. Ale na marginesach stron Lee robił notatki - były to szczegółowe informacje na temat ludzi pracujących dla CIA w czasach, gdy i on był pracownikiem Agencji. Notki zawierały m.in. prawdziwe nazwiska amerykańskich szpiegów i ich numery telefonów.

Wkrótce Lee wylądował na przesłuchaniu w FBI, pierwszym z pięciu. Nie jest do końca jasne, czy zdołał udzielić wyjaśnień na tyle przekonujących, że pozwolono mu opuścić budynek, czy też agenci Biura chcieli tylko wybadać podejrzanego przed postawieniem mu poważniejszych zarzutów - dosyć, że odkąd w 2013 r. Lee wyjechał z USA, trzymał się z dala od ojczyzny. Aż do feralnej podróży z początku tego roku. Co podkusiło byłego agenta do podjęcia ryzyka? Tu nie ma jasności - być może FBI nie było kilka lat wcześniej na tyle jednoznaczne, by Lee uznał, że grozi mu coś poważniejszego. Może uznał, że akta śledztwa sprzed kilku lat kurzą się już w archiwum. Tego Amerykanie nie ujawniają. Za to ze skąpych informacji wynika, że są przekonani, że znaleźli "kreta", którego tak długo szukali.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Mariusz Janik
Mariusz Janik

Dziennikarz, fot. Materiały prasowe

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj