Orban zaznaczył, że Fidesz należy do Europejskiej Partii Ludowej, ale grupa ta zastanawia się nad kierunkiem, w jakim pójdzie w przyszłości, i Fidesz chce mieć wpływ na tę debatę.

- Nie chcielibyśmy należeć gdzieś, gdzie nie mamy wpływu na główne kwestie strategiczne – oświadczył.

Jak podkreślił, przynależność partii do frakcji w PE jest "wielkim pytaniem przyszłości".

Pytany o swoją wcześniejszą wypowiedź, że UE powinna przyjąć model austriacki, w którym centrum współpracuje z prawicą, odparł, nawiązując do rozpadu austriackiej koalicji rządzącej: "Teraz przerzuciłem się na włoskiego konia", bo austriacki zniknął.

Szef węgierskiego rządu życzył jednak kanclerzowi Austrii Sebastianowi Kurzowi, żeby zapanował nad sytuacją i jeśli mu się uda, "będzie dla Austrii wielkim kanclerzem".

Premier Orban wyraził nadzieję, że w wyniku wyborów w całej Europie wzmocnią się siły przeciwne imigracji i znacznie większą rolę będą odgrywać politycy przeciwni imigracji.

Zachęcał też Węgrów do udziału w wyborach, przekonując, że poparcie dla poszczególnych partii będzie miało wpływ także na politykę wewnętrzną. - Bardzo bym chciał, by jeszcze przez długie lata powoływano się na ten wynik wyborczy, jaki dziś osiągniemy – dodał.

Do godz. 11 frekwencja w wyborach do PE na Węgrzech wyniosła 17,16 proc., czyli więcej niż o tej samej godzinie w 2014 r. (11,53 proc.) i w 2009 r. (13,77 proc.).

W wyborach spodziewane jest zdecydowane zwycięstwo konserwatywnego Fideszu rządzącego w koalicji z Chrześcijańsko-Demokratyczną Partią Ludową (KDNP). Według opublikowanego w piątek sondażu instytutu Publicus Fidesz-KDNP zdobędzie 14 z przypadających na Węgry 21 mandatów, Węgierska Partia Socjalistyczna, Koalicja Demokratyczna i narodowy Jobbik – po dwa mandaty, a liberalne Momentum – jeden.