Ulicami Los Angeles popłynęła struga błota. I nie chodzi o efekty specjalne do nowej katastroficznej superprodukcji. To skutek weekendowej ulewy, która wyciągnęła tony ziemi z jednego z parków i wartkim nurtem poprowadziła w niżej położone części miasta.
Sprzątanie 4 tys. ton cuchnącej mazi, głazów i powalonych drzew trwało aż do późnego wieczora. W poniedziałek rano (w Kalifornii jest jeszcze noc) po błocie nie powinno być śladu.
Służby miejskie będą jednak musiały uporać się jeszcze z cieniutką warstewką czyniącą z drogi wyśmienite lodowisko. Problemowi wstępnie zaradzono, stawiając znaki ograniczenia prędkości.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|