- Wolny świat musi uznać własne narodowe fundamenty. Nie powinien próbować ich wymazać czy zastąpić - przekonywał Trump na 74. sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku.

- Przyszłość należy nie do globalistów, ale do patriotów - podkreślił.

Osobom działającym na rzecz otwartych granic zarzucił działanie na szkodę ludzi, którym starają się pomagać. - Mam przesłanie do działaczy na rzecz otwartych granic, którzy zasłaniają się hasłami o niesprawiedliwości społecznej - wasze działania nie są sprawiedliwe. Są okrutne i złe - ocenił Trump.

- Wzmacniacie przestępcze organizacje, które żerują na niewinnych mężczyznach, kobietach i dzieciach. Własne błędne wyobrażenie o cnocie przedkładają nad życie, dobrobyt niezliczonych, niewinnych ludzi - powiedział.

- Gdy podkopujecie bezpieczeństwo granic, podkopujecie prawa człowieka i ludzką godność - dodał.

Stanowczo bronił własnej polityki imigracyjnej i powiedział pod adresem innych krajów, że mają prawo iść w tej dziedzinie w ślady USA.

Suwerenności i bezpieczeństwu wszystkich państw zagrażają - jego zdaniem - niekontrolowana imigracja i liberalne podejście do kontroli granicznych. Nielegalną imigrację wskazał jako jedno z kluczowych wyzwań, przed którymi stoi obecnie świat.

Trump wzywa społeczność międzynarodową do wywierania presji na Iran

- Wszystkie kraje mają obowiązek działać. Żaden odpowiedzialny rząd nie powinien finansować irańskiej żądzy krwi. Dopóki zagrażające zachowanie Iranu będzie kontynuowane, sankcje nie zostaną zniesione, lecz będą zaostrzane - oświadczył amerykański przywódca.

Ocenił, że przywódcy irańscy od 40 lat potępiają innych za problemy, które sami stworzyli.

Jednocześnie zapewnił, że USA nie chcą, by ostatni wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie, wywołany atakiem na saudyjskie obiekty naftowe, doprowadził do konfliktu zbrojnego na pełną skalę.

- USA nie dążą do konfliktu z żadnym państwem. Chcemy pokoju, współpracy i obopólnych korzyści ze wszystkimi - podkreślił, dodając, że USA "chcą partnerów, nie wrogów". Jednocześnie zastrzegł, że "zawsze będzie bronił interesów Ameryki".

Trump zaapelował do krajów Zatoki Perskiej o znormalizowanie relacji z Izraelem, co - jak argumentował - przyczyniłoby się do powstania regionalnej przeciwwagi dla Iranu.

Ataki z 14 września na rafinerię i pole naftowe na wschodzie Arabii Saudyjskiej nasiliły napięcia między USA i Iranem - państwami i tak już skonfliktowanymi po wycofaniu się Waszyngtonu z międzynarodowego porozumienia w sprawie irańskiego programu atomowego.

USA i Arabia Saudyjska winą za atak obarczyły Iran, mimo że bezpośrednio po incydencie do jego przeprowadzenia przyznali się wspierani przez Teheran jemeńscy rebelianci Huti. Także Wielka Brytania, Niemcy i Francja w poniedziałkowym oświadczeniu uznały, że Iran "ponosi odpowiedzialność" za atak.

Iran, który na obecnej 74. sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku będzie reprezentowany przez prezydenta Hasana Rowhaniego, odrzuca oskarżenia i zagroził konfliktem zbrojnym, gdyby Waszyngton lub Rijad zdecydowały się na wymierzony w niego atak wojskowy.

W ostatnim czasie Trump zaostrzył sankcje wobec Iranu i zarządził wysłanie więcej amerykańskich żołnierzy do Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich w geście poparcia dla tych państw.