Kryzys na Bliskim Wschodzie może się jeszcze gorszy - pisze australijski portal news.com.au. Zdaniem komentatorów, prezydent Tayyip Recep Erdogan chce położyć ręce na 50 termojądrowych bombach B61, należących do USA, które są w składach bazy w Incirlik. Miesiąc temu, mówił, że Izrael to prawie nasz sąsiad. Oni odstraszają innych swoją bronią atomową. Po czym dodał, że amerykańska broń może stworzyć z Turcji mocarstwo atomowe. Mówią nam, że nie możemy ich mieć. Ja tego nie mogę zaakceptować- powiedział.

Sama baza, z której korzystają zarówno wojska USA, jak i Turcy,  leży 160 km od granicy frontu. Już raz - podczas puczu, o który Erdogan oskarżył Fetullaha Gullena - lojalne oddziały chciały przejąć nad nią kontrolę. Mimo tego i mimo coraz gorszych stosunków między Turcją a USA, Pentagon nie zdecydował się wycofać z bazy broni jądrowej.

Zdaniem ekspertów, wycofanie tej broni oznaczałoby bowiem koniec sojuszu Waszyngtonu z Ankarą. Jej pozostawienie z kolei - pisze australijski portal - naraża zaś region na destabilizację i na to, że broń masowego rażenia wpadnie w niepowołane ręce. Jeden z amerykańskich urzędników stwierdził nawet - jak napisał "New York Times" - że te bomby to w zasadzie "zakładnicy Erdogana". Zwłaszcza teraz, gdy Trump chce nałożyć surowe sankcje ekonomiczne na Turcję za operację wojskową w Syrii.

Turcja rozpoczęła od środy ofensywę przeciwko YPG, kiedy prezydent USA Donald Trump postanowił wycofać amerykańskich żołnierzy z Syrii. Amerykańska decyzja spotkała się się z silną międzynarodową krytyką. Turcja chce oczyścić swoją południowa granicę z YPG, które uważa za organizację terrorystyczną i utworzyć "strefę bezpieczeństwa" szerokości 30 km na terytorium Syrii, gdzie zamierza osiedlić miliony syryjskich uchodźców. Ankara obiecała także, że przyjmie na siebie odpowiedzialność w obrębie "strefy bezpieczeństwa" za więzionych bojowników IS, ale nie za innych.

Zostawieni przez Amerykanów Kurdowie zdecydowali się zawrzeć porozumienie z prezydentem Syrii Baszarem el-Asadem. Kurdyjska Autonomiczna Administracja Syrii Północnej i Wschodniej poinformowała w niedzielę, że armia syryjska ma "wyzwolić tereny", nad którymi kontrolę przejęli Turcy i wspierane przez nich syryjskie formacje opozycyjne. Prezydent Trump, nie dostarczając żadnych dowodów, napisał w tweecie w poniedziałek, że siły kurdyjskie mogą celowo uwalniać więźniów IS, aby zwabić z powrotem żołnierzy USA do regionu. Według niego uciekający bojownicy mogą "zostać łatwo schwytani przez Turcję lub kraje europejskie, skąd wielu z nich przybyło".

Kurdyjska administracja regionu poinformowała, że 785 obcokrajowców powiązanych z IS uciekło w weekend z obozu w Ajn Isa w muhafazie Ar-Rakka. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka z siedzibą w Wielkiej Brytanii, powołując się na źródła w tym obozie, podało, że uciekło około 100 osób. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan w niedzielę uznał doniesienia o ucieczkach bojowników IS za "dezinformacje" mające sprowokować Zachód.