Etiopia jest fenomenem na skalę światową. Jej premier Abiy Ahmed Ali, najmłodszy przywódca na kontynencie afrykańskim, rozwiązuje problemy z prędkością godną pokojowego Nobla. W zaledwie półtora roku od objęcia urzędu udało mu się zakończyć wojnę z Erytreą i wprowadzić kraj na ścieżkę prodemokratycznych reform.

Tydzień temu docenił to Norweski Komitet Noblowski. Ale to nie wszystko. Podczas gdy demokracja na całym świecie przechodzi większe i mniejsze kryzysy, w Etiopii właśnie przeżywa rozkwit. - Zrobiliśmy się bardzo rozpolitykowani. Każdy, kto może, śledzi informacje w telewizji i internecie - mówi Haile Mariam, kiedy siedzimy przed telewizorem w jego domu w Lalibeli. Mój rozmówca – jak sam podkreśla z dumą – spędza przed TV prawie każdy wieczór, oglądając programy publicystyczne. 

Do niedawna wszystkie programy informacyjne mieliśmy ze Stanów Zjednoczonych, bo tam można było mówić prawdę, a tu nie. Do USA wyjechała większość intelektualistów w czasach reżimu - zaznacza Haile. Wrócą? - Wracają. Ten mężczyzna właśnie wrócił po 27 latach na wygnaniu - mój rozmówca pokazuje na bohatera jednego z programów nadawanych po amharsku. - To wielki intelektualista. Premier ściągnął go z powrotem do kraju. Teraz jest spokojnie, ale nikt nie wie, czy to się za moment nie zmieni. Mamy poczucie niepewności - przyznaje.

CZYTAJ CAŁY TEKST W INTERNETOWYM WYDANIU "DGP">>>