Dziennik Gazeta Prawana logo

Kreml nie chce symboli jednoczącej się opozycji

5 listopada 2007, 23:23
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zaledwie garstka ludzi wspominała wczoraj w Moskwie zastrzeloną przed rokiem dziennikarkę śledczą Annę Politkowską. Ich wiec kontrastował z 10-tysięczną manifestacją prokremlowskiej młodzieżówki Nasi, która hucznie świętowała przypadające akurat tego samego dnia 55. urodziny Władimira Putina - pisze DZIENNIK.

Kilkaset osób kuliło się pod parasolami w strugach deszczu na skwerze Nowopuszkińskim w centrum Moskwy, gdzie opozycja od lat robi swoje coraz mniej liczne mityngi. Demonstranci nie otrzymali od władz rosyjskiej stolicy zgody na marsz, stali więc na placu w otoczeniu milicjantów licznych niż oni sami.

Choć od zabójstwa Anny Politkowskiej - które świat łączy z jej krytyką Kremla oraz wojny w Czeczenii - minął rok, milicja nadal nie wie, kto i na czyje zlecenie strzelał. "Rozwiązanie tej sprawy ma kluczowe znaczenie dla rosyjskiej i międzynarodowej opinii publicznej" - oficjalnie zadeklarował wczoraj rzecznik praw obywatelskich Władimir Łukin. Jego słowa mają przede uspokoić Zachód, który w coraz bardziej stanowczy sposób domaga się wyjaśnienia kulis zbrodni.

W samej Rosji nie wywołuje ona żadnych emocji. "Politkowska, a kto to jest?" - mówi DZIENNIKOWI 27-letnia Wieronika, prawniczka z Petersburga. "Oglądałam wiadomości, może coś i o niej kiedyś było, ale nie jestem na bieżąco" - tłumaczy.

"Rosjanie nawet nie zauważyli morderstwa Politkowskiej" - powiedział DZIENNIKOWI Andriej Babicki, publicysta radia Swoboda. Najlepiej obrazują to cyniczne słowa prezydenta Władimira Putina, który tuż po jej zastrzeleniu powiedział: To zabójstwo wyrządziło nam więcej szkody, niż jej artykuły. Niskonakładowa Nowaja Gazieta nie jest w Rosji konkurencją dla większości de facto państwowych mediów.

Mimo to władze dbają o to, by w Rosji pamięć o Politkowskiej i jej słowach nie odrodziła się. W piątek w Niżnym Nowogorodzie zerwano międzynarodowe forum poświęcone pamięci zamordowanej dziennikarki. Fundacją Wspierania Tolerancji, która organizowała konferencję, nagle zainteresowały się służby podatkowe, zagranicznych uczestników zatrzymała milicja pod pretekstem problemów z dokumentami, a hotel wycofał się z rezerwacji z powodu zalania pokoi.

Po co ta histeria? Czy rosyjskie władze rzeczywiście boją się tych nielicznych, którzy zgromadzili się wczoraj na skwerze Nowopuszkińskim? "Kreml nie chce, by Politkowska stała się symbolem, pod którym mogliby się zjednoczyć krytycy władz" - mówi Andriej Babicki. Dlatego nie tylko próbuje przeszkodzić w kultywowaniu pamięci o zamordowanej dziennikarce, ale wręcz ją zawłaszczyć.

Niedawno prokuratura generalna oznajmiła, że złapała 10 podejrzanych. Bardzo szybko okazało się jednak, że jedyne na czym władzy zależy, to udowodnienie, że Politkowską kazał zabić jeden z emigracyjnych oligarchów. Wiadomo było, że chodzi o zaciekłego wroga Kremla Borysa Bieriezowskiego. "Chodziło mu o zdestabilizowanie Rosji" - mówił dumny z siebie prokurator.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj