Zbiorem podpisów pod apelem zajmuje się poseł Zielonych Manuel Sarrazin. PAP dowiedział się w jego biurze poselskim, że dotychczas zebrano podpisy ok. 260 posłów różnych ugrupowań zasiadających w niemieckim parlamencie. Już we wrześniu 2019 r. Sarrazin podawał bardzo podobną liczbę. Oznacza to, że od tego czasu do pomysłu nie udało się przekonać nowych polityków. Uzyskanie poparcia w Bundestagu liczącym w tej kadencji 709 posłów jest niezbędne. To niemiecki parlament musi przegłosować wniosek na temat powstania pomnika, którego tematyka dotyka ogólnokrajowej historii.
Popularyzacją idei powstania pomnika zajmuje się Niemiecki Instytut Kultury Polskiej (DPI) w Darmstadt. Jego szef Peter Oliver Loew uznał, że starania znajdują się wciąż w początkowej fazie. - poinformował. Sprecyzował, że pomnik i miejsce nie ma upamiętniać tylko polskich ofiar w sensie etnicznym, ale wszystkich obywateli ówczesnego państwa polskiego, tzn. także Żydów i inne mniejszości narodowe.
- podkreślił Loew. Wśród polityków ugrupowania Die Linke (Lewica - red.), ale także Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) regularnie pojawiają się głosy, że ewentualne nowe miejsce pamięci nie może faworyzować jednej grupy narodowej, a powinno odnosić się do szerszego kontekstu morderczej polityki III Rzeszy wobec Słowian. - skomentował alternatywną propozycję szef DPI.
- powiedział z kolei Florian Mausbach, niemiecki architekt i jeden z głównych inicjatorów pomysłu upamiętnienia polskich ofiar wojny w stolicy Niemiec.
Mausbach dalej uważa, że powinien powstać osobny pomnik poświęcony polskim ofiarom niemieckiej okupacji. - powiedział.
Jego zdaniem aby przełamać impas w Bundestagu, potrzebne jest podejście, które nie będzie konfrontacyjne. Również szef DPI zgodził się, że “trzeba widzieć także konteksty pozapolskie”.
Loew przyznał, że pierwotny pomysł napotkał w Bundestagu na jeszcze jeden problem: - przyznał. - powiedział.