Dziennik Gazeta Prawana logo

"Za pałowanie opozycji dostajemy premie"

2 grudnia 2007, 23:20
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Pałowanie opozycji za pieniądze. Tak działają rosyjskie specjalne oddziały milicji. A jednocześnie zakaz walki z proputinowskimi demonstracjami. Tak wygląda życie rosyjskiego milicjanta, który opowiedział o swej pracy redaktorce DZIENNIKA


*: Nie zastanawiam się nad tym, to do mnie nie należy. Gdy idę na akcję, po prostu wykonuję rozkazy. Jesteśmy jak roboty i tyle. Ale potem czasami człowiek ma kaca. Pomyśl, że to trochę jak strzelanie z armaty do muchy. Ci ludzie przecież nie są groźni.


Nie wiem, przecież nikt nam nie mówi takich rzeczy. Ale musi to być ktoś z góry, bo użycie środków specjalnych czy np. gazu łzawiącego wymaga specjalnego zezwolenia. Nasze dowództwo musi przywiązywać do tych akcji szczególną wagę, skoro przywozi się na nie OMON także spoza Moskwy, a milicjanci dostają za udział w nich specjalną premię 2,5 tys. rubli.


Ja np. zarabiam ok. 16 tys., ale zwykła stawka wynosi o wiele mniej. Moskiewscy milicjanci dostają dodatkowe pieniądze od miasta, czyli mówiąc krótko, od Jurija Łużkowa. Ci spoza Moskwy mają o wiele gorzej. To dzisiaj praca zupełnie bez perspektyw.


Jest taka zasada, że trzeba działać jak najszybciej, żeby nie zobaczyli nas dziennikarze. To są przecież paparazzi. Jak zobaczą pałki, od razu cały świat się dowiaduje. Z tego samego powodu mamy np. zasłonięte szyby w autobusach.


Skąd?! Przecież oni są całkowicie podporządkowani władzy. To jest banda studencików, którzy w ten sposób chcą jakoś zaistnieć i być modni. Myślą, że zrobią karierę. Mamy jasne rozkazy: ich nie można ruszyć.

Oczywiście, że nie. Milicja ma specjalne struktury, które sprawdzają gazety, i jeśli coś wycieknie, od razu szukają winnego. Dlatego nie mogę ujawniać żadnych szczegółów ani nawet mówić, w której akcji brałem udział. Powiem pani, że jestem z takiego a takiego miasta i byłem na akcji np. we wtorek, to w środę już do mnie przyjdą.


Bo może ktoś się wreszcie dowie, jak przegniła jest rosyjska milicja. Kiedyś tak nie było, ludzie szli, bo chcieli walczyć z bandytami. Moskiewski OMON to była legenda. Dzisiaj idą tam degeneraci i nieudacznicy.

*na prośbę naszego rozmówcy nie ujawniamy jego prawdziwego imienia ani stopnia. Andriej pracuje w moskiewskim OMON, oddziale specjalnym milicji

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj