Tiszę rozliczać będzie można przede wszystkim z działań: do nich upoważnia ją i zobowiązuje historycznie największy mandat w dziejach węgierskiego parlamentaryzmu. Zanim jednak gabinet Magyara zgromadzi dorobek pozwalający na tego rodzaju oceny, warto przyjrzeć się deklaracjom i obrazom, które nowi rządzący zaproponowali światowej opinii publicznej. Komunikują one, że 9 maja 2026 roku na Węgrzech nie doszło jedynie do demokratycznej zmiany władzy, lecz do zmiany całego systemu i kultury politycznej.
Busikiem do parlamentu
Chronologicznie ostatnim z tych obrazów jest selfie, które 12 maja opublikował na Facebooku minister transportu i inwestycji Dávid Vitézy. Zdjęcie przedstawia uśmiechniętego ministra na przedzie mikrobusa, którym nowo zaprzysiężony gabinet miał przejechać z pałacu Sándora - siedziby prezydenta - do budynku parlamentu. Jak zauważa telex.hu, fotografia jest wyraźnym remiksem zdjęcia wykonanego cztery lata wcześniej przez Pétera Szijjártó, świeżo zaprzysiężonego ministra spraw zagranicznych Fideszu, w ramach tzw. "Kormányszelfi" - rządowego selfie. Co istotne, na fotografii udostępnionej wówczas przez obóz Viktora Orbána pojawił się ówczesny minister transportu János Lázár, którego Vitézy wielokrotnie krytykował za butę i niegospodarność - ironia tego kadru wydaje się więc nieprzypadkowa.
Etapy zmiany ustroju
Ironię poprzedzał jednak patos. W swoim pierwszym przemówieniu jako premier Węgier Magyar ponownie przekonywał, że stawką nie jest jedynie zmiana rządu, lecz zmiana ustroju. Ma ona być przy tym zwieńczeniem pewnego politycznego i moralnego procesu, którego wcześniejszymi etapami są: rozliczenie przeszłości, zadośćuczynienie, zawarcie pokoju i rozpoczęcie wszystkiego na nowo. Symbolicznej szansy na taki początek premier upatruje w nieobecności w parlamencie dwóch byłych szefów rządu: Orbána, który zrzekł się mandatu deputowanego, oraz jego poprzednika, Ferenca Gyurcsánya. To właśnie słynne nagranie, na którym były premier przyznawał, że MSZP "kłamała rano, w nocy i wieczorem", utorowało drogę do powrotu Orbána do władzy - i kolejnych zwycięstw Fideszu.
Następnie premier przeszedł do naszkicowania krajobrazu kraju, którym przyszło mu rządzić. Mówił o niesprawiedliwości społecznej, alarmujących wskaźnikach ubóstwa, zapaści węgierskiego systemu ochrony zdrowia, a także o stanie finansów publicznych. Przekonywał, że poprzedni rząd wykorzystał w ciągu ostatnich trzech miesięcy blisko 90 proc. rezerwy budżetowej przewidzianej na cały bieżący rok.
Sytuacja finansowa państwa stanowi zresztą osobny obraz, który najpewniej pozostanie stałym kontrapunktem dla politycznej narracji Tiszy. W ciągu ostatnich 16 lat Węgry stały się - według nowego rządu - najbardziej skorumpowanym państwem Unii Europejskiej; inwestycje publiczne miały być wielokrotnie zawyżane i trafiać do oligarchów związanych z obozem władzy, a środki publiczne miały wyciekać z państwowej kasy jeszcze w ostatnich godzinach rządów Fideszu.
Przeprosiny i hymn romski w parlamencie
Przemowa premiera była jednak przede wszystkim próbą zjednoczenia szerokiego, ideologicznie zróżnicowanego elektoratu, który - jak się wydaje - głosował tyle na Tiszę, co przeciw Fideszowi. Takim gestem były choćby przeprosiny skierowane do "wszystkich społeczników, nauczycieli, dziennikarzy, pracowników ochrony zdrowia oraz postaci publicznych, którzy byli stygmatyzowani, traktowani jak wrogowie, gdy decydowali się zabierać głos w swojej sprawie, gdy odważali się wstawiać za tymi najbardziej zagrożonymi, gdy krytykowali rząd, albo po prostu decydowali się wyrazić swoje zdanie".
Jak zwraca uwagę "The Guardian", słowa te są wyraźnym odcięciem się od działań poprzednika, który na celownik - czy to poprzez ataki medialne, przejęcia, czy wzmożone wymogi administracyjne - zwykł brać właśnie wymienione grupy społeczne.
Słowa to jednak nie wszystko. Magyar dotrzymał również obietnicy złożonej w czasie kampanii zespołowi Sugo Tamburazenekar, który odwiedził w listopadzie w Sükösd. Na inauguracyjnym posiedzeniu parlamentu romskie dzieci zaśpiewały hymn romski, tym samym symbolicznie zapraszając do gmachu Zgromadzenia Narodowego członków mniejszości stanowiącej - w zależności od szacunków - od kilku do dziesięciu procent populacji kraju. To istotne, ponieważ choć wyborcze sukcesy Fidesz w dużej mierze zawdzięczał właśnie społecznościom romskim (w szczególności z krajów ościennych), to częstym zarzutem wobec partii Orbána było ich przedmiotowe traktowanie połączone z systemowym rasizmem, przeciw któremu zmierzający ku coraz silniej homogenicznej wizji narodu rząd nie robił dość - albo który otwarcie podsycał.
Ku nowemu przez wodę
Zaproszenie romskich dzieci to oczywiście nie jedyny obraz z inauguracyjnego repertuaru Magyara. Przed parlamentem, ku uciesze zebranego tłumu, swój taniec ponownie wykonał Zsolt Hegedűs, nowy minister zdrowia. 12 kwietnia, w wieczór wyborczy, wyginał się spontanicznie na scenie po drugiej stronie Dunaju, na placu Batthyány'ego, do utworu "Midnight (The Hanging Tree)" brytyjskiej artystki Jalji - piosenki, która stała się nieoficjalnym soundtrackiem tamtego zwycięstwa. Tym razem taniec był bez wątpienia zaplanowany: piosenkarka pojawiła się na celebracji osobiście, żeby na żywo wtórować tańczącemu ministrowi.
Chwilę później politycy zeszli z prowadzących do parlamentu schodów na znajdujący się u ich podnóża plac Kossutha. Zaczęli gestykulować ku zebranym, sugerując, żeby do nich dołączyli. Po chwili konsternacji pierwsze osoby zaczęły przeskakiwać barierki i brodzić przez otaczające plac sadzawki - transmisja przełączała się między kolejnymi śmiałkami brodzącymi w wodzie po kostki, a wypełniającym się, niby murawa stadionu, placem.
W tle "Magyarország" śpiewała Ibolya Oláh - romska wokalistka, która jeszcze cztery lata wcześniej zapowiadała, że nigdy więcej tego utworu nie wykona, bo straciła wiarę w jego wspólnotowe przesłanie. To, że tym razem zgodziła się zaśpiewać, samo w sobie było częścią inscenizacji.
Przesłanie Magyara wydaje się jasne: zwycięstwo zostało wywalczone z trudem, ale wspólnie, a członkowie parlamentu to ci sami obywatele, którzy cierpieli pod jarzmem poprzedniego systemu. Odpowiedzialność nie rozkłada się jednak równo - to właśnie jemu przyjdzie sprostać lub nie sprostać wzbudzonym oczekiwaniom. Pozostaje zobaczyć, czy jest to zwiastun kolejnych kolektywnych euforii, czy raczej zacieśnianie wspólnoty wobec przyszłych - nieuchronnych - potknięć i rozczarowań.