Choć do wyborów prezydenckich w Rosji zostały jeszcze ponad dwa miesiące, najważniejsze stanowiska w Rosji już zostały rozdzielone. Putin zadeklarował, że jest gotowy przyjąć fotel premiera, który zaproponował mu kandydat na prezydenta Dmitrij Miedwiediew. Zapewnił jednak, że nie będzie zabiegał o "dodatkową władzę".

Wiadomo więc już niemal na pewno, kto będzie nowym prezydentem, a kto premierem Rosji. Pozostaje pytanie, jak wielką realną władzą będzie dysponował usuwający się lekko w cień Władimir Putin. Choć już dziś wiadomo, że jego zadaniem będzie bronienie największych rosyjskich firm przed próbami przejęcia przez niepowołane osoby.

Chodzi o tzw. Korporację Kreml, w skład której wchodzą m.in.: gazowy gigant Gazprom, sieć przesyłowa Gunvor, a także budowany Gazociąg Północny. Wszystkie te przedsiębiorstwa kontroluje rosyjska władza, która decyduje, kto może się dorobić na rosyjskich surowcach, z kim można handlować i co robić, by gaz i ropa pomagały władzy w prowadzeniu polityki międzynarodowej.

Co mogłoby się stać, gdyby korporacja pozostała bez opieki? Wtedy mogłyby ją przejąć różne klany, które przez ciemne interesy i potężne łapówki odebrałyby Kremlowi wpływ na to, co się dzieje z rosyjskim gazem i ropą. Poza tym Putin chce bronić dostępu do tych firm Amerykanom i ich wysłannikom.

Putin zgodził się zostać premierem - to z jego strony spore poświęcenie, uważa gazeta "New Times". Jej zdaniem, prezydent od dawna szykował się na przejście do biznesu. Tam mógłby wreszcie zamienić swoje potężne polityczne wpływy na prawdziwe bogactwa. Jednak zdecydował - zapewne dla "dobra ojczyzny" - poświęcić się stróżowaniu.