"Jesteśmy zaszokowani skalą tego problemu" - powiedziała mediom Christine Beddoe z ECPAT UK, organizacji zajmującej się walką z handlem dziećmi. Według danych zdobytych przez brytyjski dziennik "The Guardian" sprawa dotyczy 408 zaginięć odnotowanych w latach 2004-2007.
Dzieci pochodzące głównie z biednych krajów Afryki i Azji, ale też młodzi Albańczycy, Mołdawianie i Rumuni (dane dotyczą czasów, gdy Rumunia nie była jeszcze członkiem UE) są przechwytywani przez brytyjską straż graniczną w portach i na lotniskach. Te spośród nich, które podróżują bez dorosłego opiekuna (tzw. UASC), trafiają do specjalnych ośrodków opiekuńczych. Rocznie dotyczy to około tysiąca osób. I właśnie tam dzieci, przebywające już - wydawać by się mogło - w bezpiecznym miejscu, są odnajdywane przez ludzi, którzy nielegalnie przewieźli je na Wielkiej Brytanii.
"Organizatorzy przerzutu ludzi doskonale zdają sobie sprawę, gdzie znajdują się placówki opiekuńcze i często sami zabierają z nich dzieci" - mówi DZIENNIKOWI Kate Hannah z organizacji Save the Children, która zajmuje się pomocą w tego rodzaju przypadkach. Później nieletni są zmuszani do prostytucji, służby domowej czy handlu narkotykami.
Niektóre dzieci same kontaktują się ze swoimi oprawcami. "Często znajdują się pod olbrzymią presją" - mówi nam Kate Hannah. "Wiedzą, że jeśli nie wrócą do swych prześladowców, ich rodziny mogą zostać poddane torturom" - dodaje. Inni nieletni - w obawie przed swoimi oprawcami - uciekają z domów opiekuńczych. Bez pieniędzy, a często także bez znajomości języka, szybko padają ofiarą przestępstw i wykorzystywania. Tajemnicze zniknięcia są o tyle niepokojące, że dotyczą znacznego odsetka UASC. Władze portowego Newcastle upon Tyne podają, że spośród 17 chińskich dzieci przebywających w centrach opiekuńczych zaginęło 13. Z ośrodków w południowoangielskim hrabstwie West Sussex spośród 145 nieletnich zniknęło 42.
Organizacje broniące praw dzieci biją na alarm. Stowarzyszenie ECPAT UK, zajmujące się walką z dziecięcą prostytucją i wykorzystywaniem seksualnym, domaga się od rządu powołania niezależnego sprawozdawcy, który zbadałby skalę zjawiska. Nikt bowiem nie spodziewał się, że jest ono aż tak powszechne. Poprzednie szacunki rządu mówiły o nieco ponad setce zaginięć. Władze lokalne zwróciły się też do rządu z prośbą o przekazanie 30 mln funtów na opiekę nad UASC.
"Zaproponowaliśmy też, aby każde UASC otrzymywało specjalnego kuratora, który będzie czuwać nad dzieckiem i pilnować, aby nic złego na brytyjskiej ziemi już go nie spotkało" - mówi DZIENNIKOWI Kate Hannah. "Mamy nadzieję, że rząd potraktuje tę sprawę poważnie" - dodaje.