Zamiarem lokalnych władz nie jest bezwzględne egzekwowanie przepisów, ale stworzenie atmosfery przypominającej o szczególnych czasach. Dlatego też niektóre wejścia na plażę zabarykadowano, umieszczając obok informacje na temat tego, jak dbać o bezpieczeństwo w czasach epidemii.

Reklama

Dla zmierzających nad ocean Amerykanów nie stanowi to większego problemu. Przez ogrodzenia przeskakują i dzieci, i dorośli. Nie tylko z piłkami i dyskami frisbee, ale również z ręcznikami oraz przenośnymi lodówkami. Maseczek nie ma prawie nikt.

Lokalni mieszkańcy skok wykonują bez zawahania. Przybysze z innych stanów nieśmiało podpytują ich, czy aby na pewno jest to dozwolone, czy nie grozi za to mandat i jak należy zachowywać się na plaży. Po krótkiej rozmowie często nawzajem pomagają sobie w przeskakiwaniu z palącego od słońca betonu na drewniany podest.

W taką pogodę jest bardzo łatwo ulec pokusie pójścia na plażę - mówi PAP mężczyzna, któremu przyjazd z Charleston w Karolinie Południowej zajął 2,5 godziny. W jego stanie oraz na Florydzie powoli też otwierają się plaże. Ta w Tybee Island dostępna jest dla wszystkich od początku kwietnia, zdecydował o tym gubernator stanu. Zamknięto ją 20 marca po głosowaniu w lokalnej radzie miejskiej.

"Polityka plażowa" w USA budzi nie tylko spore zainteresowanie mediów, ale i kontrowersje. Plażowicze twierdzą, że ich sposób wypoczynku jest "bezpieczniejszy niż zakupy" i że "nie da się ciągle przebywać w izolacji". Często przytaczają też argumenty o konieczności utrzymania, zwłaszcza w trakcie epidemii, dobrej formy fizycznej, czemu sprzyjać ma przebywanie na plaży.

Na piasku w Tybee Island widać wielu biegaczy, piechurów i grających w piłkę. Ludzie zachowują między sobą zalecaną odległość, przechadzają się samotnie lub w parach. Nie brakuje jednak również opalających się na siedząco czy na leżąco.

To właśnie ich wyłapują policyjne patrole na quadach. Funkcjonariusze w maseczkach wzywają łamiących zasady do ruchu. Przy niektórych zatrzymują się na chwilę, ale czasem jedynie przejeżdżają w pobliżu zachęcając gestami do ćwiczeń lub w ogóle nie zwracają im uwagi.

Niektórzy, by uniknąć konfrontacji z władzą, na dźwięk silnika podrywają się z ręczników i udają rozciąganie. Po przejeździe quadów znów spokojnie na nich się kładą. Nie grożą żadne mandaty, to i tak jedynie ostrzeżenia - uspokoją ratownik morski Andy.

Mężczyzna przyznaje, że ma nadzieję, że od początku maja - gdy skończy się w Georgii nakaz pozostania w domu - "wszystko wróci do normy", a turyści znów wypełnią plaże. W ciągu ostatniego miesiąca ruch turystyczny w Tybee Island odnotował rekordowy spadek - koronawirus odstraszył przyjezdnych bardziej niż zdarzające się tutaj od czasu do czasu ataki rekinów.