W trakcie nocnych zamieszek szyby wybito m.in. w sklepie White House Deli nieopodal pomnika Tadeusza Kościuszki. To zwykłe przestępstwo, nie wiem ile będzie mnie to łącznie kosztować - powiedziała PAP jego właścicielka, Afroamerykanka.

Reklama

Na pobliskich budynkach przybywa napisów potępiających policję, rasizm oraz prezydenta USA Donalda Trumpa. W niektórych lokalach w centrum amerykańskiej stolicy przed kolejną nocą deskami zabijane są okna i drzwi.

Burmistrz Waszyngtonu Muriel Bowser oświadczyła w niedzielę, że protestujący mają prawo do wyrażania swoich poglądów, ale zaapelowała, by "nie demolować naszego miasta". Wezwała też Trumpa do "uspokojenia kraju" i zaprzestania "stwarzających podziały tweetów".

W niedzielne popołudnie demonstracja przed rezydencją prezydenta USA przebiegała spokojnie. Przed barierkami ustawiano się z transparentami i skandowano hasła. Wśród nich "Nie mogę oddychać", ostatnie słowa zabitego przez policję w Minneapolis Afroamerykanina George'a Floyda.

Pojedynczy manifestanci mieli na transparentach komunistyczne symbole - sierp i młot. "By pokonać rasizm, trzeba pokonać kapitalizm. To dlatego mam ten znak" - wyjaśniał w rozmowie z PAP jeden z nich. Młody biały mężczyzna przekonywał, że ZSRR "nie był perfekcyjny", a udokumentowane zbrodnie tego państwa to "faszystowska propaganda".

Zarzewiem protestów, które rozszerzają się w USA na kolejne miasta, stała się sprawa 46-letniego czarnoskórego George'a Floyda, który zmarł w poniedziałek w trakcie brutalnego zatrzymania przez policję w Minneapolis. Amerykanie są wzburzeni nadmierną agresją policji i Gwardii Narodowej - filmiki z brutalnym zachowaniem służb bezpieczeństwa biją w mediach społecznościowych rekordy popularności.

W swoim niedzielnym wpisie Trump nie podał żadnych szczegółów dotyczących decyzji. We wcześniejszych wpisach sugerował, że "radykalnie lewicowi anarchiści" pod przewodnictwem Antify odpowiadają za przemoc na trwających od wtorku w wielu amerykańskich miastach demonstracjach w związku ze śmiercią Afroamerykanina George'a Floyda w wyniku interwencji policji.

Podobną opinię wyraził w sobotę m.in. prokurator generalny USA William Barr. Oznajmił, że demonstracje zostały przejęte przez anarchistyczne i "skrajnie lewicowe grupy ekstremistów", którzy mają własne cele. W wielu miejscach protestów uczestnicy zamieszek malowali na murach hasła i symbole anarchistyczne.

O uczestnictwie grup z zewnątrz w zamieszkach mówił w sobotę również guberantor stanu Minnesota Tim Welz. A lokalne media w Minneapolis donosiły o obecności prawicowych ekstremistów z grupy "trzyprocentowców". Portal śledczy Bellingcat informował również o mobilizacji w sieci skrajnie prawicowych ruchu "Boogaloo", którego celem jest wywołanie nowej wojny domowej.

Antifa, czyli "Akcja antyfaszystowska" to mający korzenie w Niemczech nieformalny ruch lewicowcyh bojówek sprzeciwiających się skrajnej prawicy. Prezydent Trump już wcześniej sugerował włączenie Antify na listę organizacji terrorystycznych, po serii ataków na prawicowych aktywistów w 2019 roku. Trump stwierdził wówczas, że taki krok "uczyniłby pracę policji łatwiejszą".