Mają na to całą litanię uzasadnień: od rzekomej bezalternatywności po deklarowane dążenie do zmiany "poprzez zbliżenie". Według ekspertów to wyjątkowo szkodliwa doktryna, która umacnia reżimy. Dla kanclerz Angeli Merkel Chiny to "strategiczny partner", z którym koniecznie należy prowadzić dialog. Więcej. To kraj o wyjątkowym znaczeniu dla całej UE. Prawdopodobnie dlatego reakcje Berlina na ograniczenie autonomii Hongkongu ograniczyły się do zawieszenia umowy o ekstradycji z tą wyspą, wstrzymania eksportu gumowych kul do Państwa Środka i zaoferowaniu Hongkończykom większej liczby stypendiów na uniwersytetach.

Reklama

Równie rachitycznie wyglądała reakcja RFN na zamordowanie na jej terytorium byłego czeczeńskiego bojownika przez rosyjskiego kilera. W analogicznej sytuacji, po nieudanym zamachu na podwójnego agenta Siegieja Skripala i jego córkę w Wielkiej Brytanii, Kreml dotknęły retorsje dyplomatyczne ze strony całej UE. Berlin tymczasem celowo przeciągał oczywistą sprawę, by w końcu wydalić dwóch szpiegów z rosyjskiej ambasady. Niecałe pięć miesięcy po morderstwie Angela Merkel, stojąc u boku Władimira Putina w Moskwie, mówiła o „intensywnych relacjach gospodarczych”, mimo istnienia „pewnych trudności”.

Przychylne rządowi media nad Renem, a jest ich przytłaczająca większość, za każdym razem tłumaczą politykę zagraniczną Berlina w identyczny sposób: "Merkel ma nadzieję, że dzięki dobrym kontaktom gospodarczym uda się rozwiązać trudne kwestie polityczne". To akurat cytat z „Handelsblatta” z 2012 r., zapowiadającego wizytę Merkel w… Moskwie. Jeszcze przed wojną na Ukrainie. Osiem lat później Angela Merkel wciąż przekonuje, że warto inwestować w „dialog” z Rosją i Chinami, bo wtedy ma się na nie wpływ. Fakty jednak tego nie potwierdzają.

Niemcy nie mają żadnego argumentu, który mógłby wpłynąć na Władimira Putina i zmianę jego polityki wobec Ukrainy. Nie ma on po prostu w tym żadnego interesu – mówi w rozmowie z DGP Thomas O’Donnell, analityk rynku energetycznego i wykładowca prywatnego berlińskiego uniwersytetu Hertie School of Governance.

Z kolei Eurointelligence, niemiecka wywiadownia gospodarcza zajmująca się strefą euro, tak tłumaczy ciepłe uczucia Berlina wobec Pekinu i unikanie zadrażnień: "Chiny są największym partnerem handlowym Niemiec. Merkel nadal dąży do dialogu z Chinami i podkreśla, że więzi z tym krajem mają strategiczne znaczenie dla UE. Jeśli można to nazwać strategią, jest to wyraźnie motywowane interesami gospodarczymi. (…) Zmieni się to, że (po pełnym podporządkowaniu Hongkongu – red.) firmy będą musiały uzasadniać i bronić swojej obecności na chińskim rynku. Skuteczna polityka zagraniczna UE nie może być wzorowana na czysto merkantylistycznym stanowisku Niemiec. Ale jak zawsze bez Niemiec nie może być też spójnej polityki UE".

Analizując realne działania Berlina i ich skutki w sferze gospodarki oraz polityki i zestawiając je z retoryką, Konrad Popławski z warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich dochodzi do pesymistycznych wniosków. Głoszona przez RFN doktryna, zgodnie z którą utrzymywanie poprawnych relacji z niedemokratycznymi reżimami jest konieczne, by wymusić na nich stopniową zmianę, nigdy do końca nie była prawdziwa. Służyła jako pretekst do realizacji pewnej agendy biznesowej. W momencie jednak, kiedy biznes zaczyna mieć duży wpływ na decyzje polityczne dotyczące państw niedemokratycznych, to polityka staje się uległa – mówi w rozmowie z DGP ekspert. To, że wciąż można używać tego uzasadnienia i nie wzbudza ono większego oporu opinii publicznej, wynika z istnienia wyznawanego w niemieckim społeczeństwie mitu Ost-Politik, która rzekomo poprzez zbliżenie Niemiec Zachodnich i bloku wschodniego doprowadziła do przemian demokratycznych w sowieckiej strefie wpływów. Mit ten nigdy nie został zweryfikowany. Nie jest on oparty na badaniach i analizach. Trudno udowodnić, w jaki sposób dofinansowanie pewnych reżimów miało powodować, że zmienią się one na lepsze. Działo się coś wręcz odwrotnego, to niemieckie biznesy i koncerny uzależniały się od państw niedemokratycznych. Pokłosie tej polityki widzimy do dziś. Nord Stream 1 i 2 to koronny przykład trwałości tego mitu – podkreśla Popławski.

Dodatkowo handel z Niemcami zapewniał i zapewnia reżimom dewizy, z których są finansowane struktury siłowe; te z kolei trzymają społeczeństwo w ryzach. Ten mit ma też swoją funkcję polityczną. Pozwala umoralniać handel z reżimami, które często prześladują swoich obywateli. Posługiwanie się taką retoryką zapobiega zbyt głośnym protestom i pozwala Niemcom mówić o sobie, że wyciągnęli wnioski z II wojny światowej i chcą zagwarantować pokój za wszelką cenę – zwraca uwagę analityk OSW. Jednocześnie ironizuje: – Widzimy w tym przypadku jak na dłoni, w jaki sposób z konieczności robi się cnotę. Niemcy zostały ukonstytuowane po II wojnie światowej jako gospodarka nastawiona na eksport, produkująca jednorodne dobra atrakcyjne dla państw średnio i nisko rozwiniętych – puentuje ekspert.