Szef niemieckiej dyplomacji wezwał w poniedziałek do zniesienia przysługującego każdemu państwu Unii Europejskiej prawa weta. - Nie możemy dłużej pozwalać na to, by być zakładnikami tych, którzy swoim weto paraliżują europejską politykę zagraniczną. Ci, którzy to robią, w krótkiej lub w dłuższej perspektywie grają ze spójnością Europy. Dlatego mówię otwarcie: weto musi zniknąć, nawet jeżeli oznacza to, że możemy zostać przegłosowani - powiedział Maas na konferencji prasowej w Berlinie.

Reklama

Krytyka apelu Niemiec

Bogdan Rzońca skrytykował apel niemieckiego ministra. - Niczego Niemców nie nauczył brexit, którego przyczyn należy szukać m.in. w tym, że uwagi i opinie, które płynęły ze Zjednoczonego królestwa, nie były brane pod uwagę. Obserwujemy w UE nadal dyktat silnych państw, a nowe, biedniejsze kraje mają stać z wyciągniętą ręką i czekać, co im spadnie ze stołu. Nie tak projektowali UE jej założyciele, nie tak wyobrażali sobie jej przyszłość - powiedział PAP.

Dodał, że pomysł Maasa burzy solidarność UE. - Niepokojące jest, że mówi to ważny polityk unijny. Niebezpieczeństwem jest to, że unijna polityka zagraniczna będzie polegała na kłanianiu się prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi i przywódcy Białorusi Alaksandrowi Łukaszence. Mam nadzieję, że Maas wcześniej czy później będzie musiał się wycofać ze swoich słów - powiedział Rzońca.

Sceptyczny wobec wypowiedzi Maasa jest również szef delegacji PO-PSL Andrzej Halicki. - Nie sądzę, aby dziś warto było rozmawiać na temat ograniczania praw państw członkowskich zagwarantowanych traktatami. Sytuacja jest dokładnie odwrotna. Musimy mieć więcej zgody i jedności, żeby budować skuteczność, a nie wprowadzać podziały, które doprowadzą do kolejnych "exitów" - powiedział PAP.

- Jest to nie najbardziej rozsądna propozycja, zwłaszcza w momencie, gdy dopiero startuje Konferencja w sprawie przyszłości Europy. Jestem sceptyczny. (...) Nawet małe państwo, jeśli czuje się rzeczywiście niekomfortowo z pewnymi kwestiami, (...) powinno mieć prawo do skutecznej obrony, a nie tylko kraje duże, silne i wpływowe - dodał Halicki.

Biedroń: To szansa dla praw człowieka

Odmiennego zdania jest europoseł Lewicy Robert Biedroń, który w propozycji Maasa widzi szansę na nakładanie sankcji w przypadku naruszeń praw człowieka.

- Pomysł przedstawiony przez niemieckiego ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa nie jest niczym nowym. Lewica w Parlamencie Europejskim niezmiennie lobbuje za wprowadzeniem zmian do mechanizmu nakładania sankcji w przypadku naruszeń praw człowieka. Obecnie pracujemy nad reformą tzw. ustawy Nawalnego (europejska wersja ustawy Magnitskiego - PAP). Wiele grup politycznych skłania się ku zmianie mechanizmu. Obecnie, aby nałożyć sankcje na dany kraj trzeci przez całą Wspólnotę, wciąż potrzeba jednomyślności państw członkowskich w Radzie. Będziemy starali się zmienić ten mechanizm na większość kwalifikowaną - powiedział PAP.

- Musimy za wszelką cenę unikać podobnych impasów jak podczas wrześniowego głosowania w Radzie nad nałożeniem sankcji na białoruskich oligarchów. Cypr skutecznie blokował wówczas nałożenie sankcji ze względu na swoje partykularne interesy z białoruskimi oligarchami. Polacy powinni się uczyć na błędach. Jesteśmy jednym z niewielu społeczeństw europejskich, w których obowiązywała zasada liberum veto. Wszyscy dobrze wiemy, do czego to doprowadziło - dodał Biedroń.