Dziennik Gazeta Prawana logo
Odgrywający rolę lidera reform światowego systemu finansów Gordon Brown ruszył na poszukiwanie sojuszników dla swojego planu. Brytyjski premier od soboty jest na Bliskim Wschodzie, gdzie prosi o pomoc w zwalczaniu kryzysu dysponujące ogromnymi zasobami petrodolarów kraje Zatoki Perskiej - pisze DZIENNIK.

"Jeżeli chcemy zatrzymać rozprzestrzenianie się globalnego kryzysu, potrzebujemy świeżego kapiału. Tylko tak można uchronić kolejne państwa przed poważnymi tarapatami" - powiedział wczoraj w Rijadzie szef brytyjskiego rządu.

Brown, który po Arabii Saudyjskiej odwiedzi jeszcze Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie, od samego początku swojego bliskowschodniego tournee nie ukrywa, że przyjechał tutaj po pieniądze. Jego zdaniem Europa i Stany Zjednoczone wydały miliardy dolarów na ratowanie własnych banków i nie mają już środków na pomoc dla biedniejszych gospodarek, których także nie ominą skutki globalnego krachu.

"Wiemy, że przekonanie państw Zatoki Perskiej zajmie nam trochę czasu. Dlatego tak ważne są rozmowy premiera w cztery oczy z królem Abdullahem i wytłumaczenie mu powagi sytuacji" - komentował wczoraj cytowany przez Agencję Reutera brytyjski superminister ds. biznesu Peter Mandelson. Gra toczy się o wielką stawkę - kilkaset miliardów dolarów na fundusz ratunkowy Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Do tej pory z pomocy MFW skorzystały już Ukraina, Islandia czy Węgry. Ale w kolejce już czekają ludniejsze i bardziej niestabilne Pakistan czy Brazylia.

Analitycy nie są zgodni co do tego, jak na prośby Bowna zareagują władcy krajów Zatoki Perskiej. - Choć tamtejsze gospodarki nie odczuwają jeszcze recesji, to z każdym dniem rosną obawy, że globalny kryzys doprowadzi do zmniejszenia zapotrzebowania na ropę naftową, co natychmiast uderzy w ich interesy. Być może taki argument Browna przekona ich do współpracy - mówi nam analityk Chatham House Keith Myers.

Brytyjski premier liczy, że pomoc krajów Zatoki Perskiej to dopiero początek. Drugim zasobnym w świeżą gotówkę dawcą, na którego bardzo liczy Brown, jest Pekin. Na razie nadzieje na taki obrót sprawy mocno ostudził premier Wen Jiabao. Wczoraj na łamach jednego z rządowych dzienników napisał, że nawet w warunkach kryzysu priorytetem chińskich władz pozostanie własny wzrost gospodarczy. Odczytano to jako jednoznaczną deklarację, że Państwo Środka ani myśli partycypować w kosztach przebudowy międzynarodowego rynku finansów.

Pierwsze decyzje w sprawie globalnych reform ekonomicznych mają zostać podjęte w połowie listopada w Waszyngtonie na specjalnym szczycie dwudziestu największych gospodarek świata.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Rafał Woś
Rafał Woś
Autor jest zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność” oraz publicystą wydawanego przez NBP „Obserwatora Finansowego”
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraAnglia prosi szejków o pieniądze »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj