Zdrada, kryzys dyplomatyczny, nóż wbity w plecy, upokorzenie – francuscy politycy i dyplomaci nie przebierali w słowach, komentując anulowanie „kontraktu stulecia” na dostawę francuskich konwencjonalnych okrętów podwodnych do Australii, która w ramach umowy między nią, USA i Wielką Brytanią (AUKUS) zdecydowała się przyjąć gwarancje bezpieczeństwa od Stanów Zjednoczonych. A tym samym zakupić atomowe okręty od USA, a nie konwencjonalne od francuskiej Naval Group. Teraz kluczową kwestią stało się, ile Francja ugra w zamian za anulowany kontrakt.
Reklama
Jakie dostanie odszkodowanie od Australii i co Joe Biden zdecyduje się obiecać prezydentowi Macronowi, aby udobruchać swoich wściekłych partnerów.
Zdaniem szefa Naval Group Pierre’a Érika Pommelleta AUKUS to na razie tylko hasło, a jedynym znanym punktem jest decyzja o zakupie łodzi z napędem jądrowym. „Kiedy, jak, z jakimi partnerami, z jakim transferem technologicznym? Nikt nie wie” – wylicza Pommellet. „Nasz projekt miał dać Australii suwerenność przemysłową w wysokowydajnych okrętach podwodnych z napędem konwencjonalnym, co oznacza przekazanie jej know-how, aby mogła projektować, produkować i utrzymywać w pełnej autonomii swoje jednostki” – stwierdził w środę. Podał też, że „kontrakt stulecia” stanowił ok. 10 proc. portfela sprzedaży grupy, która dostarcza okręty podwodne do Indii i Brazylii oraz statki nawodne do Egiptu, Belgii i Holandii.