"Przeszłam się po Prospekcie Pobieditelej, myślałam, że jestem w Egipcie" - napisała internautka pod zdjęciem ludzi śpiących na ulicy w centrum Mińska. W sieciach społecznościowych na Białorusi pojawia się coraz więcej zdjęć i komentarzy na temat ludzi, których władze nazywają "turystami". Migranci, o których mowa, są coraz częstszym tematem, bo - jak się wydaje - zwracają na siebie coraz więcej uwagi.
W Instagramie, Telegramie i innych sieciach społecznościowych pojawia się coraz więcej zdjęć i nagrań. Migranci śpiący w śpiworach w centrum Mińska, wprost na chodniku, w parku, w przejściu podziemnym czy w strefie tranzytowej na lotnisku.
- napisał internauta w Instagramie.
- napisał ktoś inny.
. .
W komentarzach jest, tradycyjnie, całe spektrum ocen i emocji. Jedni migrantom współczują i apelują, by im pomóc. Inni straszą, że w Mińsku powstanie "arabska dzielnica" albo wzrośnie przestępczość. Niektórzy martwią się o to, czy migranci otrzymują pomoc medyczną, ale są też głosy, że "zajmą szpitale". Niedawno pojawiła się informacja o śmierci Irakijczyka w centrum handlowym w stolicy - 35-letni mężczyzna zasłabł i nie udało się go uratować.
"Teraz atmosfera jest mniej radosna"
opowiada PAP mieszkaniec Mińska.
Niektórzy migranci, którzy przylatują do Mińska, od razu jadą na granicę, inni spędzają w stolicy kilka dni lub nawet tygodni. Nocują w hotelach - Biełaruś, Jubilejnyj, Mińsk, Willing i innych. Czasami wynajmują mieszkania. Ci śpiący na ulicach to zapewne osoby, którym skończyły się pieniądze lub wygasły wizy, wydawane najczęściej po przylocie na lotnisko w Mińsku.
- opowiada rozmówca PAP.
W Mińsku migranci najbardziej widoczni są w centrum i w galeriach handlowych. Kupują ciepłe ubrania, śpiwory. – opowiadał inny rozmówca PAP.
"Turyści, legalnie przebywający na terenie Białorusi"
- powiedział niedawno deputowany Andrej Sawinych, poproszony przez państwowy portal Minsknews.by o skomentowanie skarg mieszkańców Mińska, że.
Jak wyjaśnił, MSZ "prowadzi bardzo dokładną selekcję i wydaje wizy tylko na podstawie zaproszeń od bardzo konkretnych firm". - zapewnił. Jak dodał, dopiero po realizacji celów turystycznych, niektórzy udają się na granicę, by "spróbować szczęścia w UE", a władze Białorusi zatrzymują ich, "jeśli uda się ich zatrzymać na łamaniu prawa".
"Kraj tranzytowy"
Białoruskie władze przyznają, że Białoruś stała się dla migrantów "krajem tranzytowym”, ale odcinają się od odpowiedzialności. Ich zdaniem ruch migrantów to "wina Zachodu", a proces nielegalnej migracji organizują obywatele innych krajów, którzy "zorientowali się", że granice Białorusi z Litwą i Polską nie są szczelne. W mediach państwowych codziennie pojawiają się publikacje, oskarżające Polskę i Litwę, rzadziej Łotwę, o "nieludzkie praktyki" wobec migrantów, których w tym przypadku nazywają już „uchodźcami”.
Z ustaleń międzynarodowych mediów oraz informacji służb państwowych, m.in. Polski, Litwy i Niemiec, wynika, że proces nielegalnej migracji jest zorganizowany przy udziale i wsparciu białoruskich władz, a tamtejsza straż graniczna ułatwia przybyszom z Iraku, Syrii czy państw Afryki nielegalne przekraczanie granicy.
W ostatnich tygodniach Straż Graniczna RP codziennie informuje o kilkuset próbach nielegalnego przekroczenia granicy z terytorium Białorusi.
Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego - obowiązuje stan wyjątkowy.
Od początku roku Straż Graniczna zanotowała ponad 29 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, z czego blisko 17,3 tys. w październiku, prawie 7,7 tys. we wrześniu i ponad 3,5 tys. w sierpniu.