Dziennik Gazeta Prawana logo

Sarkozy boi się rewolty

23 grudnia 2008, 18:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nicolas Sarkozy wycofuje się z reform, które miały zerwać z tradycją rozbudowanych francuskich przywilejów socjalnych. Prezydent boi się, że Francuzi wyjdą na ulicę i dojdzie do zamieszek podobnych do tych z maja 1968 r.

Według francuskiej prasy sygnałem ostrzegawczym miały być dla niego niedawne demonstracje w Grecji i Szwecji.

Jeszcze do niedawna francuski prezydent chciał, aby wielkie sieci handlowe mogły pracować w niedziele, a zatrudnieni tam ludzie za swoją pracę otrzymywali podwójną stawkę. Sarkozy zapowiadał również zmiany w systemie szkolnictwa średniego. Wszelkie reformy odłożył jednak na przyszły rok.

Przyczyny ich zahamowania opisuje tygodnik Le Canard Enchaine, który opublikował sprawozdanie z zamkniętego posiedzenia rady gabinetowej. Nie możemy zafundować sobie nowego maja 1968 na Boże Narodzenie. Francuzi uwielbiają, jak jadę karetą z Carlą. Ale przecież ścięli też głowę Ludwikowi XIV. Byli królobójcami. Są zapalczywi. Jedna iskra wystarczy miał powiedzieć swoim ministrom Sarkozy.

Prezydent zaniepokoił się po ostatnim szczycie UE w Brukseli. Właśnie tam usłyszał od premierów: Włoch Silvio Berlusconiego i Hiszpanii Jose-Luisa Zapatero, że już nie tylko w Grecji, ale na całym południu Unii nastroje wśród młodzieży niebezpiecznie się radykalizują.

Atmosfera podgrzewa się w całej Europie. W Grecji, Hiszpanii, Włoszech, nawet we Francji. Slogan greckich studentów o pokoleniu 600 euro z łatwością może zostać przyjęty wszędzie podkreślał Sarkozy.

Młodzi Grecy demonstrują od trzech tygodni. Protestują przeciwko systemowi, w którym bez układów nawet najlepiej wykształceni absolwenci nie mogą liczyć na dobrą pracę i pensję wyższą niż przysłowiowe 600 euro miesięcznie.

Nad Sekwaną sytuacja gospodarcza również uderza w młodych ludzi. Wbrew niedawnym optymistycznym zapowiedziom Sarkozy'ego państwowy instytut statystyczny INSEE podaje, że nie dość, że Francja nie uniknie recesji, to jeszcze będzie ona długa i głęboka. Trudna jest też sytuacja finansów publicznych. Deficyt budżetowy może osiągnąć nawet 5 proc. dochodu narodowego.

Pierwsze sygnały niezadowolenia na francuskich uczelniach i w szkołach wyższych już się zresztą pojawiły. Studenci w ostatnich dniach rozpoczęli strajki, do których przyłączyło się ponad 200 tys. młodych ludzi. W niektórych miastach, jak np. w Lyonie, starcia z policją przybrały brutalny charakter.

Sposób, w jaki Sarkozy upora się z tym protestami, może zadecydować o bilansie całej prezydentury. Wielu francuskich prezydentów pod ich wpływem wstrzymywało podjęte reformy mniej więcej w drugim roku swojej kadencji mówi Dziennikowi Philippe Moreau Defarges, ekspert Francuskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych IFRI. Jednak oni przechodzili do historii jako słabi przywódcy podsumowuje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj