WERNER WEIDENFELD*: Francja prowadziła Unią bardzo zdecydowanie, zmuszając ją do szybkiego działania w czasie kryzysu. Ten ożywczy powiew bardzo był Europie potrzebny. Pozostało po niej kilka
cennych inicjatyw. Trzeba też przyznać, że większość krajów Unii jest zadowolona. Polska na przykład ugrała sporo w pakiecie klimatycznym i dostał zielone światło do rozwijania
Partnerstwa Wschodniego, na którym jej zależało.
Irytowała hiperaktywność Sarkozy'ego, która jest sprzeczna z niemiecką kulturą polityczna i raczej zachowawczą wizją uprawiania dyplomacji. Sarkozy nie wahał się na dodatek ostro
krytykować niemieckich pozycji. Jednego dnia nazywał Merkel swoją przyjaciółką, a zaraz potem robił z niej w rozmowach z dziennikarzami starą skąpą ciotką, która przeszkadza mu w
naprawianiu Europy. To nie służyło budowie zaufania.
Nie wierzę w zmianę kursu na stałe. Sarkozy wie, że na dłuższą metę nie może rządzić Europę przeciwko Niemcom. Z drugiej strony jego zachowanie pokazuje, że nie uważa sojuszu Berlina i
Paryża za dogmat. Gdy chciał przeforsować pakiet ratowania europejskiej gospodarki wbrew Niemcom to znalazł sojusznika w Wielkiej Brytanii. Takim dyplomatycznym grom sprzyjają także
okoliczności. Europa 27 państw to miejsce, gdzie możliwe są najróżniejsze sojusze. Sarkozy przez ostatnie miesiące pokazał, że gotów jest używać tej taktyki by zmuszać Niemców do
uległości.
* Werner Weidenfeld, ekspert ds. stosunków międzynarodowych z uniwersytetu Ludwika Maksymiliana w Monachium. Wykładał też m.in. na francuskiej Sorbonie. W latach 1987-98 doradzał rządowi Helmuta Kohla