podkreśla Schiller, który jako specjalista w dziedzinie rakiet i pocisków balistycznych wykłada na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium.
Pjongjang wystrzelił w ubiegłym tygodniu międzykontynentalny pocisk balistyczny (ICBM), który według japońskiego ministerstwa obrony ma wystarczający zasięg, by uderzyć w kontynentalne terytorium USA. Taki pocisk mógłby również przenosić głowicę nuklearną. Władze Korei Północnej zaostrzyły przy tym retorykę wobec USA i Korei Południowej oraz wykluczyły rezygnację z broni jądrowej. Pjongjang znowelizował też swoją oficjalną doktrynę nuklearną, która przewiduje teraz, że może on dokonać uderzenia jądrowego jako pierwszy.
Poprzedni przywódcy KRLD Kim Ir Sen i Kim Dzong Il wystrzelili łącznie mniej niż 30 pocisków w ciągu prawie trzech dekad. Testy znacznie przyspieszyły dopiero po przejęciu władzy przez Kim Dzong Una w 2012 roku. Od tamtej pory Korea Północna przeprowadziła ich co najmniej 180, w zależności od sposobu liczenia – podkreśla Schiller.
zaznacza ekspert.
"Już liczby sprawiają, że to jest przerażające"
uważa Schiller.
Jego zdaniem trudno jest porównać stopień zaawansowania i skuteczność północnokoreańskich pocisków do tych, jakich używają inne kraje, ponieważ wiedza na ich temat jest ograniczona. zaznacza. ocenia ekspert.
Według zestawienia opracowanego przez stację BBC Korea Północna pracowała nad pociskami różnych typów i zasięgów, w tym balistycznymi, manewrującymi i hipersonicznymi. Jest wśród nich Hwasong-17 o zasięgu szacowanym na ponad 15 tys. kilometrów, jaki prawdopodobnie został wystrzelony w ubiegłym tygodniu. W opinii ekspertów kilka wcześniejszych prób tego pocisku zakończyło się niepowodzeniem.
W październiku nad Japonią przeleciał najprawdopodobniej wystrzelony przez Koreę Północną pocisk pośredniego zasięgu Hwasong-12, który mógłby zagrozić amerykańskiej wyspie Guam na Pacyfiku. Pjongjang testował też pociski Hwasong-14, które zdaniem niektórych mogłyby dolecieć nawet do Nowego Jorku. Pociski typu Hwasong-15 mają natomiast zasięg szacowany na 13 tys. km, co oznacza, że mogłyby uderzyć w całe kontynentalne terytorium USA.
Nadchodzi kolejna próba jądrowa?
powiedział cytowany przez BBC ekspert z brytyjskiego think tanku Royal United Services Institute (RUSI) Joseph Byrne.
Według Schillera prawdziwym „bólem głowy” dla regionu, a szczególnie dla Korei Południowej, powinny być natomiast małe pociski, takie jak KN-25. ocenia ekspert.
Tak duża liczba wystrzeliwanych ostatnio pocisków wskazuje, że mimo zapaści gospodarczej i międzynarodowych sankcji Korea Płn. nie napotyka dużych problemów w swoich zbrojeniach rakietowych i jest skłonna inwestować w niego ogromne pieniądze. ocenił politolog Mason Richey z Uniwersytetu Języków Obcych Hankuk w Seulu, cytowany przez agencję Reutera.
W Seulu i Waszyngtonie narastają tymczasem obawy, że Pjongjang szykuje się do przeprowadzenia próby broni jądrowej - siódmej w swojej historii i pierwszej od 2017 roku. Według ekspertów w pierwszych pięciu testach, które odbyły się w latach 2006-2016, detonowano bomby o mocy nieprzekraczającej 10 kiloton. Dla porównania, bomba zrzucona przez USA na japońskie miasto Hiroszima w 1945 roku miała moc ok. 16 kiloton. W ostatniej próbie we wrześniu 2017 roku Pjongjang przetestował bombę, która mogła mieć moc między 100 a 370 kiloton – przypomina BBC. Władze Korei Płn. określiły ją jako bombę termojądrową i ogłosiły się mocarstwem nuklearnym.
Według ekspertów że Pjongjang będzie się teraz starał przetestować lżejsze ładunki o podobnej sile. ocenił Byrne z think tanku RUSI.
Andrzej Borowiak