Prezydent Biden ma teraz więcej powodów, by zrobić coś, co mógł zrobić dawno temu: dać Ukrainie broń potrzebną do zwycięstwa. Priorytetem jest taktyczny system rakietowy armii, który pozwoliłby na głębsze uderzenia w rosyjskie pozycje na Ukrainie i nabranie rozmachu w terenie - twierdzi gazeta.

Reklama

Zdaniem niektórych polityków, wtorkowy epizod z dronem zamanifestował ryzyko wojny USA z Rosją i jest powodem do porzucenia Ukrainy. Ale dron działał w międzynarodowej przestrzeni powietrznej, a pan Putin chce zrobić z Morza Czarnego swoją prywatną sadzawkę. Ta sytuacja wskazuje, że Putin jest agresorem, a jego projekty nie ograniczają się do Ukrainy - przypomina dziennik.

Skalowanie polityki

"Wall Street Journal" podkreśla, że administracja prezydenta Joe Bidena skalowała politykę wobec Ukrainy w oparciu o własne obawy o reakcje Kremla, jednak strącenie drona jest najnowszym przypomnieniem, że Putin podejmuje takie ryzyko, jakie uważa, że może mu ujść na sucho.

"Inną (poza systemem rakietowym) godną pomocą dla Ukrainy jest, tak się składa, MQ-9" - zauważa dziennik, dodając, że jednym z powodów, dla których administracja Bidena dotąd nie przekazała Ukrainie dronów, są obawy, że Rosjanie mogą skopiować technologię. Kreml grozi teraz wyłowieniem rozbitego drona z Morza Czarnego, choć gen. Milley mówi, że USA podjęły "środki łagodzące" - przypuszczalnie wymazując twardy dysk drona - i że wszelkie pozostałości nie będą miały istotnej wartości. Sugeruje to, że ryzyko wiążące się z przekazaniem MQ-9 Ukrainie jest możliwe do opanowania i przeważają nad nim korzyści płynące z systemu, który może prowadzić rozpoznanie na dużych odległościach i przez dłuższy czas.

"Bidenowi nie spodobają się decyzje…"

Reklama

"Biden może wolałby przeczekać i okazać powściągliwość, ale nie spodobają mu się decyzje, które będzie musiał podjąć, jeżeli Rosja doprowadzi do eskalacji i strąci samolot obsadzony przez amerykańskich pilotów wojskowych" - podkreśla redakcja.

Moskwa nie jest jedynym przeciwnikiem testującym, jak daleko USA mogą się posunąć. Pekin nęka amerykańskie zasoby na Pacyfiku, a w grudniu chiński myśliwiec zbliżył się do samolotu zwiadowczego amerykańskich sił powietrznych na odległość kilku metrów. Jeśli teraz świat wydaje się niestabilny, to będzie gorzej, jeśli wrogowie Ameryki poczują się upoważnieni do prowokowania USA bez obaw o jej odpowiedź - konkluduje "WSJ".